14 lutego 2016

Epilog.

Epilog.

-Lily? - zapytałam wchodząc do pokoju. Nikogo nie ma. Światło zgaszone, ani żywej duszy. Gdzie ją "wywiało"? Niezbyt przejęta tym faktem włączyłam laptopa. Żadne plany na wieczór... co z tym idzie? Moja ukochana FIFA! Przyzwyczaiłam się do grania na klawiaturze, więc śmigałam, pogrążając męską część w pojedynkach online.
Już miałam kliknąć "zatwierdź" dotyczący składu drużyny, lecz rozległo się pukanie do drzwi, wręcz natarczywe. Trzeba teraz wstać z miękkiego materacu i otworzyć przybyszowi.
Założyłam cieplutkie kapcie, "poczłapałam" do źródła dźwięku. Jakie było zaskoczenie, gdy zakapturzona postać się na mnie rzuciła. Napad! Ratunku! Lils, gdzie jesteś, kiedy cię potrzebuję! Przerażona cofnęłam się pod ścianę. Powolnym krokiem, zbliżał się. Wdech, wydech. W razie czego, zawsze mogę rzucić… książką od ekonomii mojej współlokatorki? O nie, już po mnie.

-Nie wiedziałem, że potrafię być taki straszny - zaśmiał się gardłowo. Dreszcz przebiegł mi po plecach. Niemożliwe. Strach zmienił się w gniew, dlatego chwyciłam pierwszą poduszkę i walnęłam sprawcę, przez co śmiał się jeszcze bardziej. Zabierzcie go ode mnie... -Ał... przestań! - krzyknął, chyba nie do końca wiedząc co się dzieje. A proszę bardzo. Niech wie z kim zadziera.

-Wynoś się! Kimkolwiek jesteś! Już! – niestety w ostatniej chwili złapał moją lewą rękę. Okrycie głowy opadło na plecy, ukazując twarz sprawcy. Zamarłam. Harry? Miałam ochotę mu przywalić. Co takiego zrobiłam, że zostałam perfidnie wkręcona, o mało co nie dostając zawału, ponieważ nie pomyślał, że jak przy założonym kapturze, światło z korytarza będzie na niego padało od tyłu, przywołując obraz zgrozy, dla kogoś kto go zobaczy. Zła, poczochrałam jego bujną czuprynę, następnie lekko walnęłam w ramię.
Nie spodziewałam się, że wstanie, klęknie na prawe kolano. Serce przyspieszasz rytm? Czy aby nie za szybko? Nieco zmieszana założyłam ręce po bokach bioder, oczekując dalszego rozwoju akcji.

-Tina.. czy uczynisz mi tej zaszczyt i... - zrobił niebezpiecznie długą pauzę. Ach ten dramatyzm! Lepiej trzymać wszystko w napięciu! -Wybaczysz mi? - jak to się mówi - kamień spadł mi z serca. Trochę uspokojona przytuliłam uśmiechniętego Loczka. Jak się tu na niego gniewać... chyba, że panna Swift postanowi przyjąć z powrotem swój materiał na piosenki... mogę na trochę wypożyczyć swoje doświadczenia.

-Błagam cię, nie rób mi tego więcej - oznajmiłam, gdy usiedliśmy przy małym stoliku. Cale szczęście, że dałam pauzę w grze! Chyba nie wiem co bym zrobiła, gdyby mecz potoczyłby się beze mnie…

-Przepraszam... nie wyszło jak zamierzałem ale… i tak porywam cię na tę noc - jego uśmiech rozszerzył się jeszcze bardziej, ukazując urocze dołeczki.

-Najpierw morderca, teraz porywacz, Styles czy ty dostałeś propozycję zagrania w filmie? - podejrzliwie zapytałam. Nie mogę się domyślić o co chodzi i możliwe, że to mu się udaje.

-Pewnie, Zayn zagra w nim baletnice, świetnie się do tego nadaje. A tak na serio... przebierz się, czeka nas mała wyprawa.
Tak się stało. Wyciągnęłam cieplejsza bluzę, założyłam czerwony płaszcz, czapkę i rękawiczki. Przy wyjściu pojawił się mały problem. Jak do jasnej ciasnej wyjść z akademika, podczas gdy wielu studentów się kręci i może wybuchnąć sensacja, bo jakiś dwudziestokilkulatek chciał sobie dorobić, wysyłając zdjęcia do portalu plotkarskiego?

-Znowu naciągniesz kapturek? - potarłam ręce. Rękawiczki współlokatorki są odrobinę za duże...

-Wystarczy, że się mocno zgarbię, a ty weźmiesz mnie pod pachę, a jakby ktoś pytał, powiesz, że kolega za dużo wypił i prowadzisz go na świeże powietrze. Koniec.

-No nieźle - zdziwiłam się -Takie pomysły? Człowieku, gdzieś ty był!

-Ciągle w twoim sercu...- wyszeptał. Patrzeliśmy sobie w oczy. Prawda jest taka, że uczucie, które nas połączyło nie chce nas rozdzielić, jednak my sami doprowadzamy do niezbyt szczęśliwych sytuacji. Dlaczego ciągle od siebie uciekamy? Na tym ma polegać związek? Dwójka niezdecydowanych ludzi, którzy boją się przyznać, że się kochają i nie umieją bez siebie żyć? Najwyraźniej..
Z za myślenia wyrwał mnie jego nagły pocałunek. Otępiała stałam przez chwilę, lecz
odwzajemniłam.

Brakowało nam bliskości.
Brakowało nam wspólnych pieszczot.
Brakowało nam dźwięku znajomego głosu...
Brakowało nam siebie.

...
-Myślisz, że to jest dobry pomysł? - zapytałam idąc przez opustoszały park, tuż za chłopakiem. Odkąd wysiedliśmy z auta, nie odezwał się ani jednym słowem. Byłam „ciągnięta” przez jego rękę, którą mocno trzymałam.
Mimo mrozu, dotarliśmy do takiej jakby altanki. Na drzewach wisiały zapalone lampiony, nadając urokowi śniegu. Na ziemi, a dokładniej na ławkach, parowały ciepłe termosy. Ktoś przed nami musiał to przygotować... nie wnikam, w końcu to niespodzianka.
Usiadłam na jednej z poduszek. Czy nie mogło być jeszcze bardziej romantycznie?

-I jak ci się podoba? - spytał, jak chwyciliśmy termo-kubki.

-Jest przepięknie. - odpowiedziałam, czując że pomimo mrozu, rumieńce i tak mi nie odpuściły.

-Ostatnio... dużo rozmyślałem na nasz temat. Tina... znamy się tyle czasu... ten koncert The Script chyba będę wspominał do końca życia. Cieszę się, że Lou i Liam nie pozwolili mi zostać w domu. Posłuchaj... jutro... chciałbym cię gdzieś zabrać... albo po prostu... bądź gotowa na wyjście przed południem. - w jego oczach pojawiła się iskierka. To musi być coś naprawdę ważnego. I tak nie miałam nic do powiedzenia. Wiedziałam, że jeśli zaczełabym się wykrecać, zraniłabym go, a że esej może poczekać do niedzieli...

-Będę czekać... jak zawsze- nie wiem skąd zrobiło się gorąco, lecz byłam tak zawstydzona, że spuściłam głowę w dół. Jak on na mnie działa... niesamowite.

...

-I jedziecie gdzieś, tak? - Lily siedziała przy biurku, próbowała napisać zadaną pracę, jednak bez skutku. Pisanie bez weny... przychodzi dość ciężko.

-Kolejna niespodzianka - westchnęłam.

-Czy już mówiłam, że kibicuje wam? - usiadła obok mnie. -Nie ważne co się stanie, Hana będzie trwać na zawsze. - przez chwile myślałam, że się przesłyszałam. Zdziwiona mina, ciche „okej...”
...

HARRY.
Jak Gemma usłyszała o tym co planuje zrobić, po raz pierwszy dobrowolnie mnie uściskała. Ach te kobiety! Najlepiej zostawić wszystko w tajemnicy.

-Ktoś tu się ustatkuje... kiedy zostanę ciocią? - gdybym miał wodę, z pewnością wypluł bym ją.

-Hola hola, nie tak szybko. Od kuzynów - proszę bardzo. Od przystojnego brata... chyba za wcześnie o takie wnioski - nerwowo przeczesałem włosy, następnie poszedłem przed lustro. Jedno spotkanie, a stresuje się gorzej, niż przed X Factorem.

-Znasz ją długo, nie bój się. – stanęła za mną.

-Łatwo mówić... – wdech, wydech…
Kilka minut później wyszliśmy przed dom. Co jakiś czas przymykałem oczy, czując ten nieznośny strach.

-Nic wam nie staje na przeszkodzie. Wyluzuj, w końcu to Tina! – widząc, że nie poskutkowało, uśmiechnęła się i wzruszyła ramionami. -Powodzenia braciszku. - uściskała mnie przed autem. Cóż… no to w drogę.

...
Zapomniałem o nieszczęsnym akademiku. Wiele dziewczyn zadawało sobie pytanie. „Co tu robi Harry Styles, w dodatku w garniturze?! Do kogo przyszedł?!”. Spokojnie idzie po schodach do pokoju zapalonej, wirtualnej piłkarki.
Ostrożnie zapukałem do drzwi.
Kiedy je otworzyła, oniemiałem. Ubrała się w niebieską sukienkę do kolan. Na talii miała ciemniejszy pasek z kryształkami, a włosy ułożyła w loki. Czarne szpilki dodawały jej jeszcze więcej uroku. Kwiaty zostawiłem w samochodzie...

-Idziemy? - nastawiłem ramię.

-Idziemy - potwierdziła.

...

Jadąc, co jakiś czas spoglądałem na swoją towarzyszkę. Kto powiedział, że potrafi być taka piękna? Wielokrotnie zapierała się przed założeniem sukienki. A tu... „Przyprawię o omdlenie Harry'ego, co tam”.
Gdy dotarliśmy na miejsce, otworzyłem od jej strony drzwi. Skierowaliśmy się do znanej restauracji. Gdy podałem nazwę rezerwacji, kelner poprowadził na balkon, który wynająłem tylko dla nas.

-Jak tu pięknie - powiedziała, wpatrując się w fale morza.

-Wiedziałem, że ci się spodoba...  
Po zjedzeniu potraw, uznałem, że to już czas. Czas, żeby się odważyć. Wziąłem ją za ręce, zaprowadziłem koło balustrady. Widok był zapierający dech w piersiach. Ale trzeba działać.
Nie wiedziałem od czego zacząć.

-Czy... możemy przestać przed sobą uciekać? - Zły początek, nie tak jak układałem sobie w myślach. Nie odrywała wzroku. Dalej! -Muszę ci coś wyznać... jesteś jedyną kobietą w moim życiu. Bez ciebie... wydaje się szare, puste. Wiele razem przeszliśmy i uważam, że to wzmacnia naszą więź. Chciałbym, żebyś była ze mną... na zawsze. Christino... czy... uczynisz mi ten zaszczyt i zostaniesz moją żoną? - ostatnie słowa wypowiedziałem przez prawie zaciśnięte gardło. Twarz dziewczyny się zmieniła. Najpierw mały szok, a później łzy. Nie odpowiedziała, tylko skinęła głową na tak, po czym jak wsunąłem pierścionek na jej palec, mocno mnie przytuliła.
Jestem najszczęśliwszym człowiekiem na całej ziemi!
 …

 -Nie zapomniałeś o tym wszystkim, po tylu latach? 
-Pamięć… gdyby nie ona, nie miałbym teraz ciebie. Nie chciałem o tobie zapomnieć. 

Tak wyobrażałam sobie Tinę (czyli Jesy Nelson) i Hazzę ;)
Co do wyglądu naszej głównej bohaterki, to pozostawiam wam. Mi najbardziej pasowała Jesy.




No cóż... poprzedni rozdział to ten ostatni. Tak szczerze to przymierzałam się do napisania epilogu wielokrotnie. Najpierw miał nastąpić po tym jak Tina od razu idzie na studia, ale jak zwykle coś mi nie wyszło, dlatego pojawiło się parę następnych rozdziałów. Ten... też miał być, ale od wielu tygodni zastanawiałam się czy zdołam dalej pociągnąć historię i... jednak się przeliczyłam, dlatego pozostawiam takie zakończenie. Początkowo zakladałam bez happy endu, jednak... nie umiem tak tego kończyć. Dlatego wszyscy żyli długo i szczęśliwie.

Po za tym... chciałabym wam podziękować za wyświetlenia! Jestem w szoku, ponieważ na ten czas publikowania, od sierpnia, nastąpiło... 6,5 tyś. wyświetleń, czyli w przeliczeniu prawie dwieście wejść na jeden post! Niesamowite!
Było strasznie ciężko was namówić do komentowania, jednak do tego nie zmuszałam. Nie stosowałam zasady, że ileś tam komentarzy = next.
Wytrwale doprowadziłam opowiadanie do końca.

Ale... czy będzie szansa, że na koniec pozostawicie po sobie kilka słów?
Jeszcze raz bardzo wam dziękuje za czytanie.

I... od poniedziałku to opowiadanie pojawi się na wattpadzie. Zamierzałam to tam publikować od samego początku dodawania tutaj, jednak jakoś nie mogłam się przełamać, tym bardziej, że publikowałam wtedy inną historię...
No cóż... pół roku minęło zadziwiająco szybko.
Trzymajcie się.
Tomlin.