8 sierpnia 2015

02. - uwierz.

Rozdział 2.
"Żyję" odpowiedź raniąca na kawałki. Kurde, kto normalny
..
Nie wytrzymałam i wyszłam z jego pokoju.
Ugh.. Wyszłabym przed dom, wrzasnęła, jak źle mi z tą sytuacją, gdzie ktoś się godzi z losem, poddając, jakby nie widział innego wyjścia. Cholera, gdyby fanki zobaczyły, że Harry Styles, który traci pamięć, nie ma nawet ochoty aby ruszyć czterech liter.. kumam, zamazywanie wspomnień boli, tracisz cząstkę siebie, ale są ludzie, zależy im na tobie, starają się żebyś miał jak najlepiej.
Odrzucanie pomocy.. jest najgorszym wyborem.
Nie pogodziłam się z jego chorobą, zostałam! Inna pewnie by sobie odpuściła. „Któregoś dnia stwierdzi, że jestem dla niego obcą osobą, a tego bym nie wytrzymała.”
 Bo inaczej.. nie zostawiłabym go.. nie po tylu przeżyciach. Sama się gubię! Lekarz nas ostrzegał, lecz..

W łazience zaczęłam krzyczeć. Dałam upust emocjom, zwyczajnie, jak to.. ja. Bezsensu, co? Bezsilność w niektórych sytuacjach, nieopanowanie.. przy nim trzeba się hamować, po prostu.
Kiedy wyszłam na korytarz.. Liam spojrzał na mnie z przerażeniem. Ups? Najwyraźniej usłyszał wrzaski. Zapomniałam mu o tym wspomnieć. Wzięłam głęboki oddec, na spokojnie wyjaśniłam, o co chodzi. Przecież aż na taką idiotkę nie mogę wyjść, prawda? 
-Nie ma przebicia, przykro mi. Możemy do niego mówić, a ignorowanie nas wcale nie polepsza sprawy - powiedział wychodząc, zostawiając mnie samą. Świetnie, bo samodzielnie dam radę. Zatrzymałam szatyna przy drzwiach. Nie zostawię tego.

-Żaden z was nie przychodzi tak często jak dawniej, jak on ma się czuć? - stwierdziłam, zakładając ręce na piersiach. Nie zabrzmiało chamsko, prawda?

-Nic nie wiesz o jego stanie zdrowia! - wybuchł nagle. Spokojnie, jeszcze nie zbudowałam schronu! –Próbujemy, bez skutku. Z resztą wracam na próbę. - machnął ręką, na co prchnęłam. Jeszcze czego.

-A co z..

-Będziemy śpiewać w czwórkę, dotarło?! - trzaśnięcie drzwiami, cisza. Nigdy bym się nie spodziewała nerwów u Payne’a, przynajmniej powoli się przygotowywałam, że zaczną grać..


Nie miałam siły, aby wejść do jego sypialni. Zawsze.. odkąd zaczął miewać obojętny nastrój. Słuchaj, widzisz coś takiego: codziennie przychodzisz do ukochanego, ten Cię „olewa” nawet nie chce powiedzieć, żebyś dała mu spokój. Starasz się jak możesz, ale niestety.. skutków nadal nie widać.
Zjechałam w dół ściany.
Jestem beznadziejna. W innych sytuacjach umiem się zachować w miarę.. a tu proszę. Głupia miłość..
Po prostu.. boję się. Tak, mam stracha że przed Harrym się rozpłacze jak małe dziecko. Nie mogę mu pokazać słabości. Generalnie, moje postanowienie.
Otarłam łzy, kilka razy potrząsnęłam rękami. Dalej..
Po przekroczeniu progu.. stan jego.. niezmienny. Powoli przewróciłam chłopaka na prawy bok, twarzą w swoją stronę. Nerwowo przygryzłam wargę. Nawet nie patrzał..

-Jak miewa się mój leń? - odgarnęłam mu włosy do tyłu. Niedługo czas na kąpiel.. przyjedzie starsza pielęgniarka Anna, aby pomóc w opiece.

-Nijak.. - westchnął. -Jak masz na imię? – czy nadszedł moment na cios?

-Nie pamiętasz? - wstrzymałam oddech. Chwilowo zrobiło mi się słabo.
Lecz.. pokręcił głową na nie.

-Tina.
-Moja dziewczyna Tina.. - to zabrzmiało jak.. stwierdzenie? -Źle się czuje, nie wstanę sam z tego łóżka do końca życia.

-Nie mów tak..  - warknęłam, czy raczej powiedziałam przez zaciśnięte zęby, do wyboru.

-A jak? Nie wierzę.. delikatnie chwycił mą dłoń.

-Harry..  - siliłam się na spokojny ton, żeby przypadkiem nie nakrzyczeć.
Cholera.. czas schować złośliwości. Powoli usiadłam obok Loczka. Na ten gest, przysunął się do ściany. Źle? Gorzej, unika jakichkolwiek gestów.. z czyjejś inicjatywy. 

-Odejdź, nikt nie rozumie co przeżywam.. - zapatrzył się w sufit. Samotność odbierała go z każdym dniem, a ja patrzałam bezradnie, zablokowana przez emocje. 

-Uważaj na słowa..

-Co?

-Mam powoli dosyć.. uwierz. Jeżeli poddasz się do końca, zawiedziesz miliony osób, które czekają na twój powrót. Tobie nie jest łatwo, z powodu uciekającej pamięci, ok. Przecież w każdej chwili możesz powiedzieć, ze mnie nie pamiętasz! To zaboli sto razy gorzej.. - spojrzałam na loczka, jednak bez szans na odwzajemnienie spojrzenia. Zostawiłam.. samego. Potrzebował rozmowy, jednak.. 
...
Przebieganie obok fanek.. zgroza.
"Jak się czuje Hazza? Kiedy wróci do nas? Ukrywasz go? Larry jest prawdziwy, ty ich zniszczyłas!"oraz wiele innych zbędnych zdań. Oh, jaka szkoda, że nie mam w ogóle ochoty zatrzymywać się na zdjęcia, ponieważ jako jedyna nie sprzedałam swojego życia prywatnego.
Właśnie wyżywałam się na grze, kiedy ktoś zapukał do drzwi. A taka piękną bramkę bym strzeliła! Z 40 metrów, grrrr! 
Wkurzona zapauzowałam. Kogo tu niesie.
Gemma.

-Dopadło go dzisiaj. Z bólu krzyczał twoje imię. - wystarczało, abym zbladła, wpadła w panikę.

-Jesteś pewna?

-A ty dobrze się czujesz? Powinnaś jeszcze siedzieć u mojego brata, wylegujesz się w łóżku, on cierpi! - ale jesteście wkurzeni dzisiaj.. momentalnie związałam włosy, aby patrzeć na nią. Potem jeszcze przyczepi się, że unikam kontaktu wzrokowego..

-Miałam kryzys..

-Straszne, nie dogadałaś się z nim, dlatego gra ważniejsza. Gdybym nie przyszła wcześniej, nie dała leków.. Co z ciebie za dziewczyna?!

-Zbzikowana, szalona! Wyluzuj, przebiorę spodnie, za dwie minuty jestem na dole..

-Ehe, idziemy jak stoisz. - pociągnęła mnie za rękę, na co pisnęłam. Stop kowboju, ślepa?

-Jestem w pidżamie!

-Paparazzi zobaczą misie! Co mnie to, chodź! - uparta różowowłosa. Tylko chwyciłam w przejściu kurtkę. Wieczór, zimno.
Podczas jazdy wyraziła swoje zdanie na mój temat. "Nieodpowiedzialna, Harry był ślepy, wybierając wybrankę." szkoda że z panną Swift się nie udało. Byłoby jedną piosenkę mniej.

------------------------------------------------------------------------------
Rozdział z jednodniowym opóźnieniem, przepraszam!
Ale komu by się chciało w taki upał pisać.. żartuję.
Co myślicie? Nie jestem do końca zadowolona, ponieważ będę musiała jeszcze poprawić, lecz na razie łapcie co jest :D
Kolejny.. ukaże się za tydzień. Dodałabym wcześniej, jednak trzeba korzystać z wakacji. Później będę publikować w określonych odstępach czasu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz