9 września 2015

08 - nie zgodziłam się na to.

Rozdział 8
-Niedługo zabiorą mnie do szpitala - odezwał się po chwili. Cóż.. w końcu musiało to nastąpić. Kiwnęłam głową, ale się nie odezwałam. Nie miałam ochoty ani siły, na mocniejszą dyskusję, w dodatku jakiś jebany smutek wkroczył i nie chciał odejść. 
Wstałam, delikatnie go przytuliłam.

-Czas w domu niewiele dał.. męczyłeś się sam, tak samo jak my. 

 -Tylko.. - skierował się w stronę stołu -Byłaś blisko codziennie.. nieważne, jakbym reagował.. nie odwróciłaś się, chociaż.. Tina, bez ciebie nie dałbym rady. - uśmiechnął się. Na twarzy Harry'ego nareszcie zagościł uśmiech. Długo czekałam.. Mission complete? 
Ruszyłam w kierunku torby. 

 -Czy przyniosłam rzeczy na marne? - zachichotałam. 

 -Jasne, że nie! - odskoczył, chwilę później byłam w jego ramionach. -Zostań ze mną, dopóki pamięć nie wymaże wszystkiego - aww, gdybym była fanką, zapiszczałabym, krzyknęła: jakie słoodkie! And let me kiss you!
Jednakże cicho odchrząknęłam, delikatnie się odsuwając.

Czyli jak zepsuć romantyczny moment. 

 -Słodki jesteś! Tylko jak dla mnie za dużo cukru. - zaśmiałam się, brzuch zawtórował. Hm.. zjadłabym coś.. jakieś ciasto? Mogą być jajka na toście, nie pogardzę.

 -Czy Louis musiał kłamać? – zapytał, kiedy poszliśmy do kuchni. Obróciłam się przodem.

 -Nie wiem. Może powiedział.. pod wpływem impulsu.. on zna odpowiedź.

 -Oboje nas zranił..

...

Bo pewne momenty muszą być snem, który błyskawicznie zamienia się w rzeczywistość. Byłam zła na siebie, jednocześnie rozumiałam zaistniałą sytuację. Tęsknię za tym. Tęsknię za czułością loczka..
Są sprawy nie wyjaśnione, tak samo jak wtedy, kiedy siłą zabierali go do szpitala. Ktoś tam, stwierdził, że z nami tylko się męczy. Podobnie twierdziłam, lecz nie przewidziałam.. całego przyspieszenia. Wtargnęli bez zapowiedzi, bez żadnego uprzedzenia. Wydarzenie z tamtego dnia.. mocno utkwiło w pamięci.
Nie wiedział jednak, że poprzez zaprzestanie kontaktów, przecież nie z jego winy, doprowadzi, że może nie rozpoznać nawet własnej matki. Nie mogłam na to nic poradzić. Przez zamieszanie w mediach, które co róż wymyślają nowe teorie, nie podali mi adresu kliniki. Na cholerę będzie tam potrzebna Tina! Wystarczą jej gry, upora się z pustką, załata ją swoją wirtualną drużyną! 
Chciałoby się.
Tak naprawdę nikt nie wiedział, gdzie przenieśli chłopaka. Na pewno nie tam, gdzie miał być.


 Przegrałam siedem meczy z rzędu, aż w końcu wyłączyłam komputer. Coś lepszego do roboty? Po za jedzeniem i ogarnięciem się w toalecie - raczej nie.

 -Za tydzień przyjeżdża kuzyn Ross z rodziną – usłyszałam mamę, idąc koło salonu. Przez dłuższą chwilę nic nie odpowiadałam. Samotny spacer po płatki i mleko, każdego złamanego serca.

 -Aha.. - mruknęłam jakby do siebie. -Na ile tu będą? Nie wracają na trasę koncertową? - otóż.. nienawidzę się chwalić, że mam coś wspólnego ze sławnymi osobami z rodziny, już fakt, że jestem z Harrym.. Ross Lynch jest moim kuzynem.. chyba synem taty brata, nigdy się w tym nie orientowałam „od której strony”.

 -Zostają w mieście na pięć dni będzie okazja do.. – zamilkła, widząc brak „entuzjazmu” -Posłuchaj.. jak zjesz, połóż się, dobrze? - położyła dłoń na mym ramieniu. Nie spałam.. nie wysypiałam się do końca od kilku dni.. a to telefon przez powiadomienia, poleciał na ścianę.. kolejnym razem.. koszmar! Zakrwawiony Hazza, proszę państwa.
W milczeniu skinęłam głową. Na 100% zauważyła, że zmieniłam się przez ten czas. Wcześniej rozmawiałyśmy bardzo długo.. teraz nie potrafię się odezwać.. brakuje słów.

 ...

 „-Nie mów, że nie dostałaś adresu!"

 -Ktoś w ogóle wie? - oparłam głowę na prawej ręce. Im dłużej siedzę przed komputerem, tym bardziej oczy bolą od spoglądania w ekran. Sen.. nie chciał przyjść.

 „Myślałam.."

 -Każdy myśli podobnie Gemma, serio. Jako jego dziewczyna, bla bla bla. Gówno prawda. Tomlinson chciał najwyraźniej odwrócić uwagę od swojego wypadu z trawką..

 „-Nadal mu nie odpuściłaś?” – uniesione brwi, znam ten gest takie typu „serio?”
Pokręciłam głową na nie.
„-Cóż.. czyli trzeba czekać na jakąkolwiek odpowiedź.. jak się trzymasz?" - uśmiechnęła się ciepło. Ona chyba jest jedyną osobą, która mimo uświadamiania prawdy, stara się być bezkonfliktowa.

 -Nie widać? Media mnie rozpraszają, przegrywam w ukochaną grę.. nic nowego! - odparłam, po czym wstałam i wzięłam laptopa na łóżko. "Jebana jędza, nie powinna żyć, to przez nią Harry zachorował!"

 „-Czytasz to, bo?" wyraźny znak zapytania w głosie..

 -Nudzę się..

 „-Idź spać, naprawdę. Tych worów pod oczami łatwo nie zamaskujesz.."

 -Nie zasnę no! Od razu staje mi przed oczami.. zabłąkany, zagubiony..

 „-Kto?!"

 -Twój brat - wyszczerzyłam się, przypadkowo zamykając komputer. Koniec połączenia..

 ...
Zaspana, w za dużym swetrze, papciach w koty, byłam zmuszona wyjść zobaczyć, co przyszło do skrzynki pocztowej. Rodziców nie było, dwie godziny wcześniej pojechali do pracy.. nie miałam nic lepszego do roboty. Przetarłam oczy, wyciągnęłam kilka kopert. Parę minut później siedziałam w salonie i segregowałam. Mama, rachunek, mama, coś do mnie, ojciec, ojciec..
Moment, że jak?! Aż podskoczyłam. Szybko odłożyłam niepotrzebne „przesyłki” i chwyciłam tą „nowość”. List zaadresowany na moje imię i nazwisko. Z tyłu nie znalazłam nadawcy, lecz szybko wydobyłam zawartość. 
Niemożliwe.. nie zgodziłam się na to.

------------------------------------------------------------------
Witam w kolejnym rozdziale! Nieźle się narobiło.. Harry w jakimś ośrodku, główna bohaterka otrzymuje "tajemniczy" list.. (o którym już niedługo..)
Jak tam w szkole? Natłok nauki dopiero się zaczyna..
Dziękuje za każde wyświetlenie, ale prosiłabym żebyście pozostawili jakąś opinię.. co sądzicie o rozdziale, czy się spodobał?
Wystarczy nawet zwykłe "super", naprawdę :)

Termin kolejnego znajduje się wciąż w tym samym miejscu :]

1 komentarz: