2 października 2015

12 - gra.

Rozdział 12.

-Miłość.. to takie głupie uczucie.. - westchnęła, chowając twarz w dłoniach. Chłopak popatrzył na nią, objął ramieniem. Bawiło go trochę zawstydzenie towarzyszki.
 -W takim razie jesteśmy głupkami? Proszę cię, rzucasz mi wyzwanie? Mam krzyknąć ile dla mnie znaczysz lub zrobić inną romantyczną rzecz? - poruszył zabawnie brwiami, powodując znajomy chichot. Wstał, otrzepał się z trawy.
-Nie, siadaj.. -  wymamrotała, nadal nie podnosząc głowy.
-Dlaczego by nie? Jestem w tobie na zabój zakochany, nikt nie zabroni tego uczucia.. po za tym, nadal miło wspominam koncert The Script.
-Wymiociny na twojej koszulce były takie urocze.. – „rzuciła” z sarkazmem.
-Któreś z nas musiało wykonać pierwszy krok – uśmiechnął się. Mocniejszy wiatr.. odgarnął włosy do tyłu, prawie się przewracając.
-No coś ty.. – pokręciła głową. –Już na oczy nie widziałam, gdzie szłam.
-Gwiazdka ma zły humorek? Wiem co jej może poprawić – niespodziewanie chwycił ją w ramiona, pocałował. Nie krępował się z tymi gestami. Pewne emocje po prostu „od tak” przejmują kontrolę. -I? – „przeciągnął” głoskę, zaśmiał się.
-Nadal uważam, że jesteś debilem.. - nieśmiało spojrzała w górę. -Ale tylko moim. Na przeszkodzie nic nie stanie..
-Kocham Tinę!! - krzyknął w końcu, wiedząc, że jej przerwał, lecz zaraz poczuł lekkie uderzenie w brzuch. -Mówiłem, że to zrobię.. – wzruszył ramionami, śmiejąc się.
    Tak, mówiłeś..”

Obudziłam się cała mokra, spocona. Wspomnienie przeistoczyło się w sen, czy coś podobnego, takiego realistycznego.. przez dłuższą chwilę nie mogłam się otrząsnąć. „W rzeczywistości.. jest gdzieś daleko stąd”..
Chwyciłam parę jeansów, koszulkę i poszłam do łazienki. Prysznic pomagał „wytrzeźwieć”, po tak zwanym realizmie. Sny takie jak ten, były odskocznią. Nie umiałam określić czy dana sytuacja dzieje się naprawdę.. aż do momentu, gdy zła muszę wyłączyć budzik.
   Zimna woda pozwoliła opanować się.. na jakiś czas. Ciarki przeszły po plecach, na samą myśl, co takiego dzisiaj będę „odwalać”. Zgodziłam się.. nawet sama zaproponowałam pomysł! Masakra..
Powolnym krokiem, nie do końca rozbudzona zeszłam na dół. W kuchni kręciła się mama, a także ciocia Lynch. Ross zajął moje miejsce.. cicho westchnęłam, usiadłam obok kuzyna.
Co się przede mną pojawiło? Płatki z mlekiem. Dobre tyle..
Po śniadaniu musiałam wrócić do pokoju, sprawdzić maila. Liam powinien przysłać bezpieczną wersję rzekomego listu.


 -Płakałaś? – blondynka weszła przez drzwi.

 -Ile razy będziecie oto pytać.. – powiedziałam „pod nosem”. Naprawdę nie widać, w jakim humorze jestem od kilku dni?

-Słyszałam – Joy weszła do pokoju, usiadła na łóżku. Jakąś chwilę później wstała i podeszła do komody. Zauważyła zdjęcia z Harrym.. mimowolnie się uśmiechnęłam. –Biedny chłopak.. ale dobrze, że ma ciebie. Mała, nie smutaj. – zabrała mi laptop, przytuliła. Od tego są przyjaciółki. Pomimo, że chciałam być sama, przyszła ze wsparciem.

...

Ubrana w czarne spodnie, białą koszulkę z czarnym kołnierzykiem, kierowałam się w stronę siedziby Syco. Ciekawe czy ktoś mnie widział w takim wydaniu. Nigdy nie malowałam się mocniej, nawet niczego nie maskowałam!
Zazwyczaj były dresy, jednak obecna sytuacja wymaga powagi. Niewyspania wcale nie kryłam. Podkrążone oczy, momentalnie nieobecny wyraz twarzy, zaniedbane paznokcie (tylko odskakujący lakier, gorzej nie dopuściłabym się), które wyglądały jakbym zdrapywała obecny kolor.. czy tak nie wygląda "wykończona" dziewczyna? Przekonamy się o tym po spotkaniu. Przeszłam przez drzwi, ściągnęłam okulary. Recepcja..
Kiedy usłyszałam, że mam poczekać, „posłałam” delikatny uśmiech, usiadłam na krzesełku. „Pokaż tą tęsknotę, którą non stop odpychasz od siebie" jestem smutna, smutek.. powtarzałam w myślach, do momentu usłyszenia swojego imienia.

 -Co panią do nas sprowadza? – Tom. Znałam imię mężczyzny.. zastraszanie.. omawianie na jakich zasadach będą „chronić” życie prywatne.. dziwne jak na wytwórnię. Cóż.. jeżeli przyjdzie taka pora.. będzie przedstawienie.

 -Bo.. ja..  - zaczęłam się jąkać. Wzięłam swoją torebkę na kolana. -Słyszałam.. ma pan kontakt z Harrym..

 -Skąd takie plotki? - prychnął. Nie bierzecie na poważnie tej „wizyty”, ok. Nie kumam..

 -Nie spałam dobrze od tygodnia.. nie wiem co u niego jest.. jak się czuje..- oho, ręce zaczynają się trząść? A czy aby nie od stresu?

 -Ale jak mamy pomóc? - oparł się do przodu. Patrzył takim.. „miłym wzrokiem”. Jakby próbował okazać zainteresowanie, chociaż pewnie byłam tylko zdesperowaną sympatią jednego z ich podopiecznych.

 -Chciałabym przekazać list.. - policzki stały się mokre, wygląd a'la panda - w trakcie. Opanować się? Nie dam rady.

 -Mogę zobaczyć, co tam pani napisała? - kiwnęłam głową na tak. Nie ufa mi, racja, trochę blefuję, jednak gramy na waszych zasadach. Jak nie po cichu, sprawę się nagłośni..
Kochany. Gdziekolwiek jesteś, chcę żebyś wiedział.. bardzo tęsknię, pragnę pewnego dnia obudzić się i widzieć ciebie przy mnie. Jeszcze nigdy nie byłam tak rozdarta. Chciałabym cię przytulić, powiedzieć, że wszystko będzie dobrze. Dziękuje za wiadomość. Kocham, Tina." bardzo krótkie, lecz nie mogliśmy sobie pozwolić na więcej słów.

 -Takie rzeczy pisze się w smsie. - oddał kartkę, spoglądając krytycznie. Szkoda..

 -Pan nie wie jak to jest. Zniknął.. ostatnie co zostało, tylko modlitwa, że tam dobrze się nim zajmują. Czuję jakbym miała złamane serce na pół! - wczułam się, mówiłam prawdę, nie zważając na łzy. -Państwo są jedyną szansą na kontakt!

 -Przykro mi - rozłożył ręce. Niestety.. próbowałam. –Nawet gdybyśmy mieli, nie jest pani upoważniona do takich informacji.
Wybiegłam.. nie wiem co było gorsze. Upokorzenie, czy świadomość o własnej głupocie.

Czeka na mnie.. tłum ciekawskich dziennikarzy.. byli widoczni przez szyby.

...

Spuszczona głowa, rozmazany makijaż. Ledwo opierałam się pytaniom. Napierali ze wszystkich stron. Nie poddawałam się, dalej brnęłam w kierunku przystanku autobusowego. Dobrym pomysłem było nie jedzenie do końca śniadania. Małe osłabienie dawało się we znaki.
-Dlaczego tam byłaś!
-Co powiedzieli?! 

-Uciekałaś od tego! Nie graj!
-Gdzie ukryłaś Stylesa?!
W pewnym momencie stanęłam w miejscu. „Pojedyncze show” .. wystartowało. 
-Nie wiem gdzie jest mój chłopak. Nie poszłabym tam, jeśli.. on zmienił się. Żadnego kontaktu.. od tamtego telefonu.. nie poznaję go. To nie jest Harry, którego pokochałam. Nie mam jak do niego dotrzeć.. przepraszam – otarłam łzy, wsiadłam do auta Eryka, narzeczonego Joy.

Czy musiała uciekać się do takiego wyznania, tutaj? Być może.. gdyby wszystko potoczyło się inaczej?

Twitter:
@tinaax macie zagadkę do rozwiązania. Powodzenia.
A potem rozpętała się burza.

-------------------------------------------------------------------
Witam, czy ktoś zagląda na to opowiadanie? Przepraszam, że nie dodałam rozdziału wczoraj, ale niestety nauka jednak ważniejsza, prawda?
Dzisiaj mamy.. małą odmianę, ponieważ sen Tiny przedstawiłam w narracji trzecioosobowej.
Co się wydarzy w kolejnym rozdziale? Wiem, pojawiają się błędy stylistyczne, ciągle nad nimi pracuję, żeby było jak najlepiej.

Co sądzicie o rozdziale? Chciałabym poznać waszą opinię.
Jak wam idzie w szkole?Wrzesień się zleciał.. bardzo szybko :)
Do następnego!

1 komentarz:

  1. Super rozdział ♥
    Zapraszam do mnie:
    http://neverbewell.blogspot.de/
    powodzenia w dalszym pisaniu!

    OdpowiedzUsuń