28 października 2015

16 - starasz się.

Rozdział 16
Nie wiem co jest bardziej dobijające. Wiadomość, że media już wiedzą o pobycie chłopaka w szpitalu, czy raczej zmęczenie daje się we znaki , dodatkowo z zespołem nie dzieje się najlepiej. Kłócą się. Liam nie chciał więcej zdradzać, dlatego nie wnikam w szczegóły.
"W najbliższym czasie nie odzyskasz go, będzie bardziej pilnowany i nie wejdziesz tak łatwo."
Chciałabym wiedzieć..

-Tina, od paru minut siedzisz nieobecna.. może coś zjesz? – zapytała pani Anne, gdy Gemma dosłownie siłą wyciągnęła mnie z domu. Moja jedyna przyjaciółka pracowała, rodzice również.. siostra Harry’ego musiała to zauważyć. Po chwili pokręciłam głową na nie w odpowiedzi na zadane pytanie. Było mi wstyd, wspominając pewne wydarzenia. Jego mama.. jak zawsze była miła, nie odrzuciła mnie chociaż początkowo mojego zachowania nie dało się nie ignorować. Nadal nie wiedziałam czy wybaczyła.. gdy byłam pijana i dobijałam się do Hazzy. Nawaliłam się, nikt nie jest święty. Mocno pukałam w drzwi, wręcz żądałam, żeby otworzył, ponieważ nie chciałam wrócić do siebie. Niestety.. otworzył ktoś inny. Z emocji wyzwałam jego matkę, kiedy kazała się wynosić..

-Ja.. nie jestem głodna, dziękuje - wysiliłam się na lekki uśmiech. –Czekam na..

-Kochana, nie daj się prosić. – usiadła obok na krześle. -Mój syn musi mieć zdrową dziewczynę.. - położyła swoją dłoń na mojej. Westchnęłam.

-Nie potrafię.. – spuściłam głowę. „Dół” zdecydowanie za często odwiedzał humor.

-Od czegoś trzeba zacząć.. posłuchaj, każdemu, kto zna mojego syna jest ciężko. W pełni cię rozumiem. Masz lenia, wolałabyś się ukryć przed światem, który na obecną chwilę wydaje się zły. Jednak mamy swoją misję. Gdy dojdzie do siebie.. nie zapominając o jego amnezji.. musimy mu okazać wsparcie. Przecież nie chciałby zobaczyć załamane osoby, odbiłoby się to na terapii.
Siedziałam jak zaczarowana, wsłuchując się w słowa kobiety. Czy mogę nagrać z tego audiobook, aby motywować się w cięższych momentach?

 -Chciałabym mieć taką wiarę jak pani.. – smutno stwierdziłam. Radość.. nie przychodziła.. a na wizytę też się nie zapowiadało.

 -Wystarczy być optymistą. Generalnie uważam, że jeżeli negatywnie podchodzisz do życia, ono powoli się takie staje. Szare bez barw.. a co z tym idzie..

 -Depresja.. nie mam objawów, rodzice twierdzą.. – westchnęłam. Robiłam badania, bali się o mój stan, to nagłe zamknięcie w sobie.. –Dopóki nie miewam dziwnych myśli, będę walczyć dla Harry’ego.

 -I bardzo dobrze – zaśmiała się. –Oraz.. nie wypuszczę cię z mieszkania, dopóki kanapki z talerza nie znikną, córka zrozumie postępowanie koleżanki, może nawet zachęci do jedzenia. - zostałam sama. Wiele osób non stop powtarza, że sprawy idą w dobrym kierunku. Lecz miejscami czuję, jakbym traciła grunt pod nogami. Może powinnam przestać tak bardzo przejmować się tym wszystkim? Powiadają, że jeżeli zmartwienia pozostaną na głowie dłużej, to zaczną ciążyć, przeszkadzać..

...
Rozwiązaniem, kolejną próbą wyjścia do ludzi.. był klub.
-Jesteś nieobecna, co w ciebie wstąpiło? - Joy wstała z krzesła i kucnęła przede mną. -Kiedyś chodziłyśmy na imprezy, dobrze się bawiłaś.. dzisiaj siedzisz przy barze, nic nie wypijesz..

-Chcę tylko wrócić.. przepraszam.. miałam nadzieję, że muzyka mnie porwie.. nie poskutkowało. Muszę pewne sprawy przemyśleć.. - jasne, dziewczyna ubrana w czarną sukienkę do kolan, nie pije, nie tańczy.. cudem dałam się namówić. Sądziłam, że ten „klimat”.. ludzie.. na chwilę zapomnę o troskach.
Pokręciłam głową, gdy postawiła drinka przed nosem. Zwyczajnie pobiegłam do łazienki, żałując że od razu nie zawróciłam. Pary.. sami wiecie dlaczego jest tak głośno w kiblach.. niektórzy nie docierają do łóżka.. zabawne, bo ja też.. nie mogłam dojść.. na własnych nogach, oczywiście nie w takiej sytuacji.

*wspomnienie*
To było jakoś po imprezie z okazji urodzin członka bandu.. Josha?
Wódka z sokiem? Jak najbardziej, czemu nie!
Loczek stał niedaleko i przyglądał się, jak robię z siebie idiotkę. Na domiar złego, czując jak alkohol krążył w żyłach - wyciągnęłam go na parkiet. Zaczął się "taniec połamaniec", ponieważ przytrzymywał mnie, jakbym miała zaraz upaść na ziemię. Świat wirował, nie czułam stóp. W pewnym momencie "przyssałam się do niego". Blech, sama nie wspominam tego dobrze.

-Heri, nie mogę dalej iść! – usiadłam na chodniku, ledwo trzymałam szpilki w palcach..

-Taka ślicznotka nie ma już siły? – pokręcił głową i przysiadł.

-Haroldzie *czkawka* piękna nie jestem, ale proszęęę! Nie odmówisz mi, prawda? Tak bardzo cię kocham! – zarzuciłam mu ręce na ramiona.  
Zaśmiał się, po czym nie pamiętałam za bardzo, ale jakoś dotarliśmy do mieszkania. Z opowiadań wiem, że w połowie drogi.. usnęłam.
...
Bywały też kłótnie. Nic nie jest idealne, nawet bycie z taką gwiazdą jak on!
Było prawdopodobnie po północy. Poszłam z Joy do klubu, a że Harry nie wracał.. kilka piw i byłam ugotowana.

-Gdzie ty byłaś?! – stanął w progu, oczekując wyjaśnień. Wywróciłam oczami. Dobry humor nie chciał opuścić, więc po kilku krokach musiałam przytrzymać się szafki, aby utrzymać równowagę.

-Taa, twoja troska zawsze mile widziana. Patatajałam na złotym jednorożcu! - dziwny chichot.. *mentalny facepalm*

-Ile razy mam ci powtarzać..

-Bla bla bla. Daruj sobie te kazania! - machnęłam ręką, przez co prawie się wywróciłam. -A chodzenie z laskami jest cool? Tina to ta zła, która ucieka przed paparazzi?

-Nigdy ci tego nie wypominałem.

-Ale tak myślisz! Trudno powiedzieć – wstyd mi za ciebie?! Człowieku daruj sobie, jestem okropna – machnęłam ręką, no i stało się. Bam, leżałam na podłodze, gdzie nadeszła ochota na płacz. –Powinniśmy zerwać.. ty nie dostajesz codziennie wiadomości, w których grożą tobie śmiercią. Nie dbam o siebie! Nie chodzę z koleżankami na zakupy! Przeciwieństwo typowej dziewczyny!
K
-Przejmujesz się opiniami dziewczynek? Kotku.. co niektóre są dopiero w podstawówce albo w gimnazjum. Chodź, porozmawiamy jutro, dzisiaj funduję gorącą czekoladę – pomógł wstać, czułam się bardzo zawstydzona.
Pijana, robi aferę..

 -Nie gniewasz się?

 -Nie mógłbym.
Z rana.. taki wstyd! Rozmazany makijaż, ciuchy leżące pod szafą, na parapecie.. oraz kac. Najgorsze było to, że Harry jak gdyby nigdy nic zjawił się w sypialni, zapraszając na śniadanie.
Najukochańszy człowiek na ziemi.
*koniec*
...
-Jak chcesz, mogę cię odwieźć do domu - blondynka stanęła obok, po kilkunastu minutach. Siedzenie samemu przy barze.. zastanawiałam się co tutaj jeszcze robię.

-Baw się dobrze, wrócę sama - poklepałam przyjaciółkę po plecach. Cóż, trzeba wracać do domu, a blisko nie jest.
Też tak macie, że jesteście przy samym wyjściu z jakiegoś pomieszczenia zauważacie kogoś znajomego?
Konkretnie Zayn. Siedział, podparty do ściany, kurczowo ściskając rękę. Gdyby nie ten grymas na twarzy..
Przepchnęłam się przez tłum. Czasami dobrze jest mieć te 163cm wzrostu..

-Dlaczego stąd nie wyjdziesz?! - ah, uwielbiam sytuacje w których muszę starać się przekrzyczeć muzykę.

-Nie mogę.. - przymknął oczy. Rana.. krwawi? -Jeżeli papsy mnie dorwą.. Nie chcę przysparzać kłopotów.. media nas niszczą.. cholera..
Czy jego dziewczyna.. narzeczona nie może przyjechać.. bingo! O ile się nie mylę, Little Mix mają kilkudniową przerwę..

-Daj mi numer do Perrie!

-Żeby mieć większe kłopoty?!

-Wolisz paparazzi od wykładu na temat "nie wdajemy się w bójki w barze"? Ona lepiej będzie wiedziała co z tobą zrobić.
Pokręcił głową na nie.
Półgodziny później blondynka pomogła brunetowi w zamaskowaniu nieszczęsnej dłoni.

...
"Siedział na przeciwko mnie. Ubrany w szare ubrania, które jakby były za duże na niego. Nie podnosił głowy. Mogłam jedynie widzieć kurtynę włosów, oddzielającą nas od siebie.
Głębokie wdechy..
-Starasz się.. jednak cię coś powstrzymuje od spotkania ze mną..
Jego głos jak echo rozszedł się po przestrzeni.
Zacisnęłam dłonie na kolanach.
-Pustka, głębia, zostań tutaj..
-Nie mogę.. - szept.. tylko takim sposobem odpowiedziałam.
Wstał. Chwiejnym krokiem ruszył do przodu.

To nie był Harry, to..."

-----------------------------------------------------------------
Witam w nowym rozdziale! Kto to będzie? Jakaś nowa postać? A może nie?
Tego dowiecie sie już niedługo.
To chyba tyle..
Do następnego!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz