4 listopada 2015

17 - wyniki.

Rozdział 17

"To nie był Harry, to..

-Nie z taką wersją chciałaś się spotkać? Nie budź się, błagam. Potrzebuje pomocy, wierz mi.. wysysane wspomnienia, są jak igły wbijane w ciało. – kopia chłopaka powoli wstała i usiadła niedaleko mnie. –Wiesz, że jesteś jedyną osobą, która nie straciła nadziei? Liam, Niall.. oni sobie poradzą. Zayn ma inne zajęcia.. za to Louis.. – spuścił głowę, mocno zacisnął pięści. –dokładnie czułem jak kawałek duszy gdzieś uciekał.. mój przyjaciel.. Tina.. zostałaś. – próbował dotknąć mą dłoń, jednak jego przeniknęła. Smagnięcie wietrzykiem..
-Dlaczego mam wrażenie, jakby to co mówisz było prawdą a nie snem? – zapytałam. Auć! Promienie słońca.. coraz mniej czasu.
-Musisz uciekać.. uznasz co dla ciebie najważniejsze. W marzeniach ukazują się nasze pragnienia..


 
Nie miałam zielonego pojęcia jak rozumieć ten sen. Z jednej strony.. gdyby on powiedział naprawdę.. wow.
Leżałam na łóżku przez dłuższy czas, aż do zadzwonienia budzika. Był tam, tuż obok.. usłyszałam.. dźwięk sms’a.. ktoś jest rannym ptaszkiem. Niechętnie wstałam i wzięłam z szafki telefon. „Aaaa! Razi! Światło! Moje oczy!” czyli normalna reakcja, gdy masz w pełni ustawioną jasność w komórce. Masakra jakaś.
"Mam nadzieje, że nie śpisz. O 8:00 widzimy się w szpitalu :)” Świetnie Liam, dałeś mi przynajmniej godzinę na ogarnięcie się. Że też o tym zapomniałam.
Toaleta, bieg w pidżamie na dół po rogalika, jogurt i waniliowe mleko.. jestem z powrotem w swoim pokoju.
Codzienność? Rodzice od samego rana w pracy. W porannych godzinach się nie widujemy, za to na obiedzie spotykamy się w pełnym komplecie.
Jasnożółta koszulka z długim rękawem, białe rurki, do tego trampki.. jak na zaspaną osobę, całkiem dobrze dobrałam ubrania. Niech tylko „czerwona przyjaciółka” nie uszykuje niezapowiedzianych odwiedzin, nie będę zadowolona.

 …

Pod domem zaparkowało czarne auto. Oho, przyjechał.
Najwyraźniej też nie zamierzał wychodzić na zewnątrz. Wzięłam mały, jasnobrązowy plecak. Po upewnieniu się, że wszystko powyłączałam, zamknęłam na klucz drzwi wejściowe i skierowałam się do szatyna.

 -Obudził się.. sam.. lekarze nie mogli uwierzyć.. -  Louis westchnął jakby rozmarzony. Wczesna godzina.. pewnie grono niewyspanych na sto procent się powiększy. Chyba był pod wielkim wrażeniem. Opowiadał z taką fascynacją.. niestety nie było mi dane dalej słuchać. Oparłam głowę na pasie.. zasnęłam.
Szpital nie jest przyjazny, szczególnie kiedy jeszcze nie do końca kontaktujesz z rzeczywistością. Za pielęgniarką szliśmy w ciszy. Jak można tu pracować.. ta biel aż bije po oczach. A inni ludzie? Różnorakie przypadki, wiele zachowań.. nawet nie wiedziałabym co powiedzieć w pewnych sytuacjach.

-Główny doktor poprosił, aby nie drażnić pacjenta, dlatego proponowałabym wchodzić do niego pojedynczo. – zatrzymała się przed drzwiami z numerem 568.

-Kto pierwszy? – zapytał Liam, przy okazji ziewnął. Och, kto by nie marzył o powrocie do krainy snów..

-Dajmy szansę Tinie. – Niall, ja nie mam pierwszeństwa, czy ty się dobrze czujesz? Majaczysz?
Prawdę mówiąc bałam się bezpośredniego kontaktu. –W końcu gdyby nie jej pomysł ze śledzeniem karetki, nie wiedzielibyśmy co z nim jest. – uśmiechnął się. Wcale nie żartuje.. ok. Emocjonalnie się rozpadnę, wchodząc do sali.
Kilka głębokich wdechów..
Jeszcze raz zadałam pytanie czy nie chciałby któryś z nich odwiedzić przyjaciela przede mną. Upierali się przy swoim, nie mogłam zmienić decyzji, tylko pociągnęłam za klamkę.

 Pomieszczenie okazało dość małe. Żółte ściany, maszyny odpowiedzialne za funkcje życiowe. Ciekawe jak zasypia przy takim ciągłym pikaniu.
Wreszcie się odważyłam spojrzeć prosto na niego. Leżał w łóżku, położony po lewej stronie pokoju, w kierunku okna. Jak wywołać szybciej depresję? Deszczowe chmury..
Zamykając drzwi, przestraszył się. Patrzał.. jakby zobaczył ducha. Ruszyć się, czy stać jak debilka oczekując "na zbawienie"?
Powolne kroki, mały stołek.. jedna przeszkoda pokonana.
Przyjrzałam się mu uważniej. Włosy miał związane w niskiego kucyka, na rękach były poprzyczepiane kabelki, a także na piersi, gdzie wychodziły spot szpitalnej koszuli. Gdyby nie napuchnięte usta, podbite lewe oko..

-Kim jesteś? - rozległ się jego głos. Nie powiem, zabolało. Byłam przygotowana na „nierozpoznanie”.

-Em.. jestem Tina.

-Tina.. – powtórzył moje imię, następnie zamknął oczy. Jakby próbował sobie coś przypomnieć w pamięci.

-Tak, jak się czujesz? – palnęłam bez sensu. Zasługuję na mentalnego „face palm’a”.

-Źle? Gorzej? Przede wszystkim.. nic nie pamiętam. Powiedzieli kim jestem, ile mam lat.. nie wierzę im.. z jakiś powodów. Pokazują mi zdjęcia, a sam siebie nie rozpoznaję. Lecz, gdy przyszłaś.. – zawahał się. -Twoja twarz.. jest znajoma.. powiedz, dlaczego zjawiasz się w moich snach? -  ożywił się, złapał wolną dłoń. -Jesteśmy tacy szczęśliwi, nie chcę się z tobą rozstawać, czy to dziwne? Lekarze nie potrafią mnie uspokoić, ponieważ wiele razy krzyczałem twoje imię, dopóki.. choroba.. powiedz że ta chwila.. należy do prawdziwych, błagam- nie widziałam go w takim stanie. Wpadł w trans, uścisk się wzmacniał, więc chwilę później musiałam przerwać monolog.

-Nie śnisz. Siedzę obok ciebie, ponieważ coś obiecałam tobie już na samym początku występowania amnezji.. - spojrzałam w jego zielone oczy. Nadzieja? Szczęście? Ta wizyta..

-Co takiego? Jaka obietnica? – wyszeptał.

-Że się nie poddam – spuściłam głowę w dół. –Nadal się będę tego trzymać.

-Dobrze.. uczucie na twój widok.. tobie mogę zaufać. Gdzieś głęboko.. nie pamiętam innych.. ciebie.. czy..
Bez uprzedzenia przytulił mnie. Mimo tych całych kabelków, które ograniczały jego ruchy, nie zdał sobie trudu..
Chciałam trwać w uścisku.. na zawsze.
Znalazłam właściwą osobę, niech los nas nie rozdziela..

...
*wspomnienie*
-Pomyślałem, że.. jak zakończy się trasa.. zamieszkasz ze mną?
-Nie wiem czy jestem na to gotowa..
-Co się stało? Nie wyglądasz najlepiej..
-Jak mam wyglądać super ekstra, skoro podczas twojego występu nawiedza mnie mój były?! - krzyknęłam. Jeden moment, kiedy już nie kontrolowałam emocji.
Siedzisz bezpiecznie za kulisami, gdy nagle znikąd pędzi osoba, którą najchętniej byś wypędziła jak najdalej ze swojego życia.
-Jakim cudem..

-Nie macie dobrej ochrony.

...

-Nie zostawisz mnie, prawda? - zapytał, gdy siedzieliśmy w sali w piątkę. Początkowo nie zwracał uwagi na kolegów, jednak Louisowi wymsknęło się parę słów za dużo..

-Nie opuścimy cię, oto nie musisz się martwić. – Niall się uśmiechał do niego, jednak szatyn nie odwzajemniał spojrzenia. Bo przecież patrzenie w sufit jest takie ciekawe..

-Nie liczę na postępy..


-Zayn! - Liam „pacnął” bruneta w głowę. Nie możemy myśleć negatywnie..

-------------------------------------------------------------
Mimo, że nie czuję się najlepiej, wstawiłam wam rozdział. Jest niesprawdzony, dlatego za wszelkie błędy/powtórzenia przepraszam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz