14 lutego 2016

Epilog.

Epilog.

-Lily? - zapytałam wchodząc do pokoju. Nikogo nie ma. Światło zgaszone, ani żywej duszy. Gdzie ją "wywiało"? Niezbyt przejęta tym faktem włączyłam laptopa. Żadne plany na wieczór... co z tym idzie? Moja ukochana FIFA! Przyzwyczaiłam się do grania na klawiaturze, więc śmigałam, pogrążając męską część w pojedynkach online.
Już miałam kliknąć "zatwierdź" dotyczący składu drużyny, lecz rozległo się pukanie do drzwi, wręcz natarczywe. Trzeba teraz wstać z miękkiego materacu i otworzyć przybyszowi.
Założyłam cieplutkie kapcie, "poczłapałam" do źródła dźwięku. Jakie było zaskoczenie, gdy zakapturzona postać się na mnie rzuciła. Napad! Ratunku! Lils, gdzie jesteś, kiedy cię potrzebuję! Przerażona cofnęłam się pod ścianę. Powolnym krokiem, zbliżał się. Wdech, wydech. W razie czego, zawsze mogę rzucić… książką od ekonomii mojej współlokatorki? O nie, już po mnie.

-Nie wiedziałem, że potrafię być taki straszny - zaśmiał się gardłowo. Dreszcz przebiegł mi po plecach. Niemożliwe. Strach zmienił się w gniew, dlatego chwyciłam pierwszą poduszkę i walnęłam sprawcę, przez co śmiał się jeszcze bardziej. Zabierzcie go ode mnie... -Ał... przestań! - krzyknął, chyba nie do końca wiedząc co się dzieje. A proszę bardzo. Niech wie z kim zadziera.

-Wynoś się! Kimkolwiek jesteś! Już! – niestety w ostatniej chwili złapał moją lewą rękę. Okrycie głowy opadło na plecy, ukazując twarz sprawcy. Zamarłam. Harry? Miałam ochotę mu przywalić. Co takiego zrobiłam, że zostałam perfidnie wkręcona, o mało co nie dostając zawału, ponieważ nie pomyślał, że jak przy założonym kapturze, światło z korytarza będzie na niego padało od tyłu, przywołując obraz zgrozy, dla kogoś kto go zobaczy. Zła, poczochrałam jego bujną czuprynę, następnie lekko walnęłam w ramię.
Nie spodziewałam się, że wstanie, klęknie na prawe kolano. Serce przyspieszasz rytm? Czy aby nie za szybko? Nieco zmieszana założyłam ręce po bokach bioder, oczekując dalszego rozwoju akcji.

-Tina.. czy uczynisz mi tej zaszczyt i... - zrobił niebezpiecznie długą pauzę. Ach ten dramatyzm! Lepiej trzymać wszystko w napięciu! -Wybaczysz mi? - jak to się mówi - kamień spadł mi z serca. Trochę uspokojona przytuliłam uśmiechniętego Loczka. Jak się tu na niego gniewać... chyba, że panna Swift postanowi przyjąć z powrotem swój materiał na piosenki... mogę na trochę wypożyczyć swoje doświadczenia.

-Błagam cię, nie rób mi tego więcej - oznajmiłam, gdy usiedliśmy przy małym stoliku. Cale szczęście, że dałam pauzę w grze! Chyba nie wiem co bym zrobiła, gdyby mecz potoczyłby się beze mnie…

-Przepraszam... nie wyszło jak zamierzałem ale… i tak porywam cię na tę noc - jego uśmiech rozszerzył się jeszcze bardziej, ukazując urocze dołeczki.

-Najpierw morderca, teraz porywacz, Styles czy ty dostałeś propozycję zagrania w filmie? - podejrzliwie zapytałam. Nie mogę się domyślić o co chodzi i możliwe, że to mu się udaje.

-Pewnie, Zayn zagra w nim baletnice, świetnie się do tego nadaje. A tak na serio... przebierz się, czeka nas mała wyprawa.
Tak się stało. Wyciągnęłam cieplejsza bluzę, założyłam czerwony płaszcz, czapkę i rękawiczki. Przy wyjściu pojawił się mały problem. Jak do jasnej ciasnej wyjść z akademika, podczas gdy wielu studentów się kręci i może wybuchnąć sensacja, bo jakiś dwudziestokilkulatek chciał sobie dorobić, wysyłając zdjęcia do portalu plotkarskiego?

-Znowu naciągniesz kapturek? - potarłam ręce. Rękawiczki współlokatorki są odrobinę za duże...

-Wystarczy, że się mocno zgarbię, a ty weźmiesz mnie pod pachę, a jakby ktoś pytał, powiesz, że kolega za dużo wypił i prowadzisz go na świeże powietrze. Koniec.

-No nieźle - zdziwiłam się -Takie pomysły? Człowieku, gdzieś ty był!

-Ciągle w twoim sercu...- wyszeptał. Patrzeliśmy sobie w oczy. Prawda jest taka, że uczucie, które nas połączyło nie chce nas rozdzielić, jednak my sami doprowadzamy do niezbyt szczęśliwych sytuacji. Dlaczego ciągle od siebie uciekamy? Na tym ma polegać związek? Dwójka niezdecydowanych ludzi, którzy boją się przyznać, że się kochają i nie umieją bez siebie żyć? Najwyraźniej..
Z za myślenia wyrwał mnie jego nagły pocałunek. Otępiała stałam przez chwilę, lecz
odwzajemniłam.

Brakowało nam bliskości.
Brakowało nam wspólnych pieszczot.
Brakowało nam dźwięku znajomego głosu...
Brakowało nam siebie.

...
-Myślisz, że to jest dobry pomysł? - zapytałam idąc przez opustoszały park, tuż za chłopakiem. Odkąd wysiedliśmy z auta, nie odezwał się ani jednym słowem. Byłam „ciągnięta” przez jego rękę, którą mocno trzymałam.
Mimo mrozu, dotarliśmy do takiej jakby altanki. Na drzewach wisiały zapalone lampiony, nadając urokowi śniegu. Na ziemi, a dokładniej na ławkach, parowały ciepłe termosy. Ktoś przed nami musiał to przygotować... nie wnikam, w końcu to niespodzianka.
Usiadłam na jednej z poduszek. Czy nie mogło być jeszcze bardziej romantycznie?

-I jak ci się podoba? - spytał, jak chwyciliśmy termo-kubki.

-Jest przepięknie. - odpowiedziałam, czując że pomimo mrozu, rumieńce i tak mi nie odpuściły.

-Ostatnio... dużo rozmyślałem na nasz temat. Tina... znamy się tyle czasu... ten koncert The Script chyba będę wspominał do końca życia. Cieszę się, że Lou i Liam nie pozwolili mi zostać w domu. Posłuchaj... jutro... chciałbym cię gdzieś zabrać... albo po prostu... bądź gotowa na wyjście przed południem. - w jego oczach pojawiła się iskierka. To musi być coś naprawdę ważnego. I tak nie miałam nic do powiedzenia. Wiedziałam, że jeśli zaczełabym się wykrecać, zraniłabym go, a że esej może poczekać do niedzieli...

-Będę czekać... jak zawsze- nie wiem skąd zrobiło się gorąco, lecz byłam tak zawstydzona, że spuściłam głowę w dół. Jak on na mnie działa... niesamowite.

...

-I jedziecie gdzieś, tak? - Lily siedziała przy biurku, próbowała napisać zadaną pracę, jednak bez skutku. Pisanie bez weny... przychodzi dość ciężko.

-Kolejna niespodzianka - westchnęłam.

-Czy już mówiłam, że kibicuje wam? - usiadła obok mnie. -Nie ważne co się stanie, Hana będzie trwać na zawsze. - przez chwile myślałam, że się przesłyszałam. Zdziwiona mina, ciche „okej...”
...

HARRY.
Jak Gemma usłyszała o tym co planuje zrobić, po raz pierwszy dobrowolnie mnie uściskała. Ach te kobiety! Najlepiej zostawić wszystko w tajemnicy.

-Ktoś tu się ustatkuje... kiedy zostanę ciocią? - gdybym miał wodę, z pewnością wypluł bym ją.

-Hola hola, nie tak szybko. Od kuzynów - proszę bardzo. Od przystojnego brata... chyba za wcześnie o takie wnioski - nerwowo przeczesałem włosy, następnie poszedłem przed lustro. Jedno spotkanie, a stresuje się gorzej, niż przed X Factorem.

-Znasz ją długo, nie bój się. – stanęła za mną.

-Łatwo mówić... – wdech, wydech…
Kilka minut później wyszliśmy przed dom. Co jakiś czas przymykałem oczy, czując ten nieznośny strach.

-Nic wam nie staje na przeszkodzie. Wyluzuj, w końcu to Tina! – widząc, że nie poskutkowało, uśmiechnęła się i wzruszyła ramionami. -Powodzenia braciszku. - uściskała mnie przed autem. Cóż… no to w drogę.

...
Zapomniałem o nieszczęsnym akademiku. Wiele dziewczyn zadawało sobie pytanie. „Co tu robi Harry Styles, w dodatku w garniturze?! Do kogo przyszedł?!”. Spokojnie idzie po schodach do pokoju zapalonej, wirtualnej piłkarki.
Ostrożnie zapukałem do drzwi.
Kiedy je otworzyła, oniemiałem. Ubrała się w niebieską sukienkę do kolan. Na talii miała ciemniejszy pasek z kryształkami, a włosy ułożyła w loki. Czarne szpilki dodawały jej jeszcze więcej uroku. Kwiaty zostawiłem w samochodzie...

-Idziemy? - nastawiłem ramię.

-Idziemy - potwierdziła.

...

Jadąc, co jakiś czas spoglądałem na swoją towarzyszkę. Kto powiedział, że potrafi być taka piękna? Wielokrotnie zapierała się przed założeniem sukienki. A tu... „Przyprawię o omdlenie Harry'ego, co tam”.
Gdy dotarliśmy na miejsce, otworzyłem od jej strony drzwi. Skierowaliśmy się do znanej restauracji. Gdy podałem nazwę rezerwacji, kelner poprowadził na balkon, który wynająłem tylko dla nas.

-Jak tu pięknie - powiedziała, wpatrując się w fale morza.

-Wiedziałem, że ci się spodoba...  
Po zjedzeniu potraw, uznałem, że to już czas. Czas, żeby się odważyć. Wziąłem ją za ręce, zaprowadziłem koło balustrady. Widok był zapierający dech w piersiach. Ale trzeba działać.
Nie wiedziałem od czego zacząć.

-Czy... możemy przestać przed sobą uciekać? - Zły początek, nie tak jak układałem sobie w myślach. Nie odrywała wzroku. Dalej! -Muszę ci coś wyznać... jesteś jedyną kobietą w moim życiu. Bez ciebie... wydaje się szare, puste. Wiele razem przeszliśmy i uważam, że to wzmacnia naszą więź. Chciałbym, żebyś była ze mną... na zawsze. Christino... czy... uczynisz mi ten zaszczyt i zostaniesz moją żoną? - ostatnie słowa wypowiedziałem przez prawie zaciśnięte gardło. Twarz dziewczyny się zmieniła. Najpierw mały szok, a później łzy. Nie odpowiedziała, tylko skinęła głową na tak, po czym jak wsunąłem pierścionek na jej palec, mocno mnie przytuliła.
Jestem najszczęśliwszym człowiekiem na całej ziemi!
 …

 -Nie zapomniałeś o tym wszystkim, po tylu latach? 
-Pamięć… gdyby nie ona, nie miałbym teraz ciebie. Nie chciałem o tobie zapomnieć. 

Tak wyobrażałam sobie Tinę (czyli Jesy Nelson) i Hazzę ;)
Co do wyglądu naszej głównej bohaterki, to pozostawiam wam. Mi najbardziej pasowała Jesy.




No cóż... poprzedni rozdział to ten ostatni. Tak szczerze to przymierzałam się do napisania epilogu wielokrotnie. Najpierw miał nastąpić po tym jak Tina od razu idzie na studia, ale jak zwykle coś mi nie wyszło, dlatego pojawiło się parę następnych rozdziałów. Ten... też miał być, ale od wielu tygodni zastanawiałam się czy zdołam dalej pociągnąć historię i... jednak się przeliczyłam, dlatego pozostawiam takie zakończenie. Początkowo zakladałam bez happy endu, jednak... nie umiem tak tego kończyć. Dlatego wszyscy żyli długo i szczęśliwie.

Po za tym... chciałabym wam podziękować za wyświetlenia! Jestem w szoku, ponieważ na ten czas publikowania, od sierpnia, nastąpiło... 6,5 tyś. wyświetleń, czyli w przeliczeniu prawie dwieście wejść na jeden post! Niesamowite!
Było strasznie ciężko was namówić do komentowania, jednak do tego nie zmuszałam. Nie stosowałam zasady, że ileś tam komentarzy = next.
Wytrwale doprowadziłam opowiadanie do końca.

Ale... czy będzie szansa, że na koniec pozostawicie po sobie kilka słów?
Jeszcze raz bardzo wam dziękuje za czytanie.

I... od poniedziałku to opowiadanie pojawi się na wattpadzie. Zamierzałam to tam publikować od samego początku dodawania tutaj, jednak jakoś nie mogłam się przełamać, tym bardziej, że publikowałam wtedy inną historię...
No cóż... pół roku minęło zadziwiająco szybko.
Trzymajcie się.
Tomlin.

6 lutego 2016

31 - Kierunek... powrót do rzeczywistości?

Rozdział 31.
-Co teraz będzie? Ty masz trasę, ja zaczynam egzaminy na studiach... - zapytałam podczas wspólnego śniadania. Dostałam wiadomość od Lily, że wykłady zaczynają się o dwunastej, a Harry wychodził na dziesiątą, więc została nam godzina.
-Damy sobie radę. Wszystko można ze sobą pogodzić. Ja na przykład muszę cierpliwie poczekać, aż niebieskie pasemka znikną z twojej ślicznej główki.
-Ej! - zaśmiałam się. -Inni twierdzą, że wyglądam uroczo.
-Jak taki mały smerf - wyszczerzył się. Dzięki, kolejna osoba, która tak myśli.. eh, nie znacie się na modzie. -Już zniosłem Gemmę z różowo-niebieskimi włosami, ale ty... - pokręcił głową. No cóż, nie każdy jest w stanie to zaakceptować.
-Będziesz marudził, to zmienię kolor na fioletowy jak tak bardzo chcesz - wzruszyłam ramionami. Te tosty z serem są takie pyszne...
-Nie zrobisz mi tego. - wziął kolejną kanapkę, nie spuszczając ze mnie wzroku. Okej, przez moment wyglądał przerażająco... Szybko zamrugałam i wzięłam się za spożywanie jedzenia.

...
@hehehehezayn czy to już oficjalne potwierdzenie? #Hana z powrotem razem? skfgsf *-*
@1DNews jesteśmy w szoku, przez to co działo się na koncercie. Harry był z nami szczery, w potoczny sposób przekazał streszczenie historii, która+
+miała rozwój na przestrzeni kilku lat. Jak na razie nie mamy potwierdzenia na temat ich związku.
@nothingwithu Kiedy Harry płakał, płakał cały świat. Nie mogłam powstrzymać łez, oni tyle razem przeszli ;-; Czekam na come back!
@LiamMyHero Non stop o Stylesie na tl... hej, Niam był na zakupach, sensacja!

Wracając do akademika autobusem, uśmiechałam się do telefonu. Może po tamtej sytuacji zaczęłam ukrywać się strojem, to znaczy... kaptur + okulary równa się jakaś tam ochrona przed rozpoznaniem.
Gdy fanki 1D usiadły praktycznie na przeciw mnie, serce biło jak oszalałe. Racja, bałam się. Nie chciałam sprawiać kłopotów i robić zamieszanie swoją osobą. Na twitterze już wystarczająco nie mogę spokojnie "siedzieć" bez zacinania się komórki od nadmiaru powiadomień.
Jak to ja, zapomniałam, że w ustawieniach jest opcja o wyłączeniu tak zwanych wzmianek.
Tuż przed zajazdem na mój przystanek, szczelniej owinęłam się białym szalikiem. Kocham zimę za śnieg, nadający piękny krajobraz. Nienawidzę, że jestem strasznym zmarźluchem i jeśli źle się ubiorę, to przeziębienie potrafi na długo ze mną "pomieszkać".
Po dojściu do pokoju, praktycznie przytuliłam się do grzejnika. Co z tego, że przeszłam kilkadziesiąt metrów, zmarzłam!
Ściągnęłam czapkę, płaszcz zawiesiłam w dużej szafie. Brrr...
Spojrzenie na rozplanowanie kolokwium... nie było dobrym pomysłem, ponieważ z wielką niechęcią musiałam znaleźć książki oraz chociażby "rzucić okiem" na najważniejsze pojęcia, jakie mogą być na teście.
Nic dziwnego, że dostaliśmy kilka dni wolnego w takie mrozy, sięgające nie kiedy -25 stopni.
Po przebraniu się w czerwony sweter, długi aż do pół uda, czarne legginsy, wzięłam torbę i po raz ostatni przejrzałam się w lustrze.
"Co ludzie mają do moich niebieskich pasemek?"

...

Wykłady... żeby nie usypiać, trzeba mieć szczęście do profesora. Są tacy, którzy najwyraźniej są zmęczeni życiem, mówią swoje, tylko po to, aby "odbębnić", nie zwracając na śpiącą liczbę studentów. Mi i Lily przytrafiła się dość żywiołowa "babka". Lubi zażartować, zapytać się o ostatnią imprezę. Kiedy "bierze do odpowiedzi" stara się jakoś podpowiedzieć, żeby dana osoba spróbowała "ruszyć mózgownicą".
Słuchając na temat pracy z dzieciakami na zajęciach wychowania fizycznego, telefon postanowił o sobie przypomnieć, wydając wibrację. Chwała za wszechobecne wifi, żadna wiadomość mnie nie ominie!
"Harry Styles dodał nowe zdjęcie". Oh... dlaczego tu tak gorąco? A może to moje policzki tak zareagowały na widok... swojego zdjęcia na jego instagramie?
Kiedy spałam, owinięta kocem, wykorzystał chwilę i... pocałował mnie w policzek, dodatkowo wykonując fotografię. "My happines". Czy ja się unoszę do góry? Bo chyba odlatuję...
Nagle z rozmyślenia sprowadził mnie głos profesorki.

-Czy wszyscy dostali powiadomienie o poście piosenkarza z zespołu One Direction? Gratuluję Christina, naprawdę uroczo wyszłaś, jednak omawiamy całkowicie coś innego. - serdecznie się uśmiechnęła, na co miałam ochotę zniknąć. Wszyscy się patrzą w moim kierunku...

-Wracając...

...

-Czyli... teraz nie dasz mi spokoju? - zapytałam współlokatorkę nieco zmartwiona. Wiedziałam, że po dwóch godzinach siedzenia na auli, będzie chciała mi zadać masę pytań. Było to po niej widać...

-Aż taka przewidywalna jestem? No cóż... wykrakałaś! - zaśmiała się donośnie. Ratunku? -Jak wiemy, spotkałaś się z nim... miłość rooośnie wokół naas - zanuciła, tym samym ściągając na siebie uwagę przechodzących obok studentów. "Nie zwracajcie na nas uwagi, my tylko zmierzamy w stronę akademika..."
Spuściłam głowę i aż do drzwi naszego pokoju się nie odezwałam. No cóż... jedno jest pewne. Jeśli oficjalnie do siebie wrócimy, stanę się "Numerem Jeden" wśród rozmów.
Po przekroczeniu progu, odłożyłam torbę przy łóżku, po czym szybko pobiegłam do łazienki. Chce ze mną porozmawiać? Niech poczeka, do mojego wyjścia.

...

Nie uniknęłam tego. ,,Na domiar złego" okazało się, że Lily skrycie jest Directionerką. Nie chciała mi powiedzieć na samym wstępie, ponieważ obawiała się, że zmienię współlokatorkę, dlatego wolała "szaleć ze swoją obsesją" na punkcie Little Mix. Przysięgam, następnym razem otwarcie zapytam, ale... nie miałam na to wpływu.

-Czyli... lekarze go przytrzymywali przed wami? Chcieli mu zrobić pranie mózgu? - zapytała, w międzyczasie podjadając popcorn. Usiadłyśmy w "wspólnym salonie" gdzie przebywali inni studenci. Akurat większość była na meczu lokalnej drużyny, więc "telewizor był dla nas".

-Coś w tym stylu... nawet nie wiesz ile nerwów, płaczu... masakra. Hejterki myślą, że to było proste. "Oh zagrała dramę, pokazała jak jej niby zależy". Przecież przez pewien okres zablokowałam sobie konto na twitterze, żeby nie czytać tych głupot. - westchnęłam. Jak przypominam sobie jak zachowywały się niektóre fanki, na samą myśl złość od razu przybywa.

-Weź, moje sąsiadki popadły w jakąś paranoję. "O my gy, Heri już nie zaśpiewa!". Dobrze, że miał ciebie i proszę, czekam na płytę - zaśmiała się. -One Direction bez któregoś z całej piątki miałoby inne brzmienie, jednak nie byłoby takie same. Zayn i odejście? Jakoś nie mogę sobie tego wyobrazić.

-Jednak realne, prawda? - wzięłam kolejną garść popcornu. Lily Collins idealnie pasuje do roli Clary, w serialu nie mogę się przyzwyczaić do Kath. -Po za tym jestem pewna, że zmienili brzmienie. Jedyny warunek, aby zatrzymać Malika w zespole.

-Nowa muzyka... miód na moje serce. - znowu zachichotała.
Jakoś nie mogłyśmy się skupić na dalszej części filmu. A tu ona opowiadała o życiu na wsi, ja powiedziałam jakąś anegdotkę ze swoich przeżyć. Zaufałam jej. Nawet okazało się, że mamy więcej wspólnych tematów, niż ja z Joy. Nie porównuję ich dwóch, różnią się i super.
Gdzieś tak w połowie zamknęłam oczy. Sen zabrał mnie szybciej niż myślałam.
...
"Louis się uparł, żeby zrobić coś głupiego w teledysku, ratuj" powstrzymałam się przed wybuchem śmiechu następnego dnia na zajęciach. Rozejrzałam sie po sali. Ok, nie jestem obserwowana.
Ja: Co tym razem?
Harry: Chcieliśmy coś prostego do "Drag me down", a ten nagle powiedział: A kosmonauci? Czy nasz teledysk nie może chociaż raz być normalny?
Ja: Nie wierzę w to co czytam. ŻADNE wasze video nie ma powiązania z piosenką :) Może Little Things...
Harry: Chyba się poddaję, nie warto z nim dyskutować... co porabia mój aniołek?
Ja: Stara się wysłuchać wykład na temat aktywności fizycznej, jednak coś skutecznie odwraca jej uwagę.
Zamyśliłam się na chwilę. Rzeczywiście, nie skupię się na czymś innym. Chłopaki w moim rzędzie podzielali zdanie, wykazując zainteresowanie, trzymając głowy na stolikach.
Ja: Czekaj, "aniołek"? o.O
Harry: "Nothing can come between you and I".
Ja: Lepiej odpowiedzieć wersem z własnej piosenki, brawo Styles ;')
Harry: Przynajmniej rozpoznałaś utwór.
Harry: Dziś.
Z ostatnim sms'em... nie miałam zielonego pojęcia o co mu chodziło. Z resztą jak zawsze. Kiedyś pisał całkiem ,,logiczne" tweety. Ach te stare dobre czasy.
Dziekan pożegnał się z nami, życząc miłego weekendu, dodając temat wypracowania. "Żebyście się nie nudzili".
Lekko zaspana, włożyłam zeszyty do torby i wzięłam brązowy sweter, który wisiał na oparciu krzesła. Łóżko... nadchodzę! Jeszcze nigdy się tak nie wynudziłam.
Po wyjściu z sali, wyszłam przed budynek. Niestety zajęcia się późno zakończyły, dlatego po wyjściu na podwórko świeciły już lampy uliczne. Usiadłam na jednej z ławek, które stały pod drzewami. Muzyka to pierwsza rzecz jaką potrzebuję natychmiast. Po rozplątaniu słuchawek włączyłam w telefonie radio. Akurat leciała piosenka "Elaisa - Is it right". Spojrzałam na gwieździste niebo.
Jest dobrze, czy źle? Nie mogę tego pojąć.

Wydawało mi się, że mam wszystko. Do czasu. Nie można przez życie iść bez zmartwień. Byłoby zbyt kolorowo.


-------------------------------------------------------------------
Jeden dzień opóźnienia... myślałam, że jednak później dodam ten rozdział, dlatego na blogu pojawiła się informacja... no nic.
Chciałam jak najszybciej dodać, także... nie sprawdzałam błędów, jeśli takie są, poprawie je w ciągu kilku dni.
Najdłuższy rozdział... wow.
Zbliżamy się do końca...

31 stycznia 2016

30 - Opowieść.

Rozdział 30.
-Jak tak już opowiadamy... to ja też wam coś opowiem. - uśmiechnął się szeroko do publiki. Boję się... tak, panika to odpowiednia reakcja na dzisiaj. Nerwowo potarłam ręce, starając skupić się na wymawianych przez niego słowach. Lily chyba dla otuchy mnie przytuliła. -Był sobie kiedyś mały chłopiec, który marzył o tym, żeby cały świat usłyszał jego przepiękny głos. Słuchał znanych artystów w telewizji, naśladował ich ruchy. Nie na próżno poszły jego ćwiczenia. Mając naście lat założył swój własny zespół, dorabiał na małych imprezach szkolnych. Któregoś dnia usłyszawszy, że jest specjalny program o łowcach talentów, wraz z mamą poszedł na casting. Tam, usłyszał same miłe słowa, jednak jako samodzielnego wokalisty, jury nie widziało go w tej roli. Był załamany. Już chciał wyjść, gdy przyszedł pewien pan i powiedział, że został wybrany do zespołu razem z innymi czterema chłopcami. Nie udało im się wygrać, jednak dzięki oddanym fanom osiągnęli bardzo dużo. Pewnego razu, już prawie jako dorosły mężczyzna... - zaciął się, żeby wziąć głęboki oddech. -Wybrał się pod koniec wakacji na koncert. Cieszył się, śpiewał, tańczył... aż do spotkania... - urwał, aby rozpocząć poszukiwania wzrokiem w tłumie. Obrócił się w prawą stronę, a mi momentalnie łzy stanęły w oczach. Znam kontynuację historii. Tylko nie mógł mnie znaleźć. Sam zrobił się dziwnie smutny. -Pięknej, brązowowłosej dziewczyny. Pomimo tego, że źle się czuła, radość ani na moment jej nie opuszczała. Zakochał się w niej, a co jest najważniejsze - ona też go pokochała, chociaż ze względu na jego sławę, chwilami nie dawała rady. Planowali wspólną przyszłość. Chcieli mieć duży dom w centrum miasta i trójkę małych, rozbrykanych dzieci. Jednak los pokrzyżował plany tej dwójki. - głos mu się złamał, ale mimo ogólnego smutku, mocniej ścisnął w ręce mikrofon i ruszył do przodu. Przechadzał się, patrzał na te dziewczyny... miałam ochotę powiedzieć głośno: tutaj jestem! Niektóre directionerki obok mnie płakały, wiedząc, że "bajka" opowiadana przez piosenkarza nie ma happy endu. Nagle stanął przede mną. Spoglądał gdzieś wyżej, jednak jego oczy... jakby przesuwały się w dół. Aż dostrzegł... nie udało się. Światła nie były zgaszone na stadionie. Jakby stanowiły przeszkodę. Nieco roztrzęsiony usiadł na brzegu, delikatnie kręcąc głową. Wszyscy czekali, aż będzie kontynuował. -Podczas jednego z koncertów chochlik robi psikusa chłopcu, a ten upada i zaczyna zapominać wszystko po kolei. Od tekstów piosenek po twarze najbliższych. Lecz jest i ona. Waleczna piłkarka, która za wszelką cenę walczy o swojego księcia. Nie odstępuje go na krok. Znosi jego humorki, złe dni. Robi to z miłości. Niestety bandzie chochlików się nie podoba co się dzieje, więc za pomocą złego czarnoksiężnika ukrywają go, chcąc mieć go tylko dla siebie. Nie zniechęca się nastolatka. Gromadzi armię, razem z nimi odbija ukochanego, sprowadzając go do domu. - odgarnął włosy do tyłu. -Później główni bohaterowie zamiast się cieszyć, słuchają namowy złego pana i się rozdzielają. Cierpią... i będą cierpieć nadal, nie znając swoich uczuć. - łzy spływają po mojej twarzy, gdy kończy przemawiać. W taki sposób przekazał fankom, co się u nas działo. On sam odgarnia łzę z twarzy. -Przepraszam... - powiedział, zdając sobie z sprawę z klimatu jaki wywołał. -Inaczej nie umiałbym wam przekazać... posłuchajcie. Dzisiaj się dowiedziałem, że... tu przyszedł ktoś, kogo nie powinienem przy pierwszej lepszej okazji wypuszczać z ramion... i nie mówię o Louisie - próbował chociaż na moment wywołać uśmiech. Zadziałało. Jednak im bliżej chodził mojego sektora... serce biło coraz szybciej. Głośno westchnął. -Tina... gdzie jesteś? - zapytał, po czym udał się z powrotem do chłopaków. Z szeptów jakie wymienili między sobą, a co złapały mikrofony wynikło, że musiałam uciec.

"Boże nie opuszczaj mnie w tej chwili". Pomyślałam.
Za pomocą kilku dziewczyn, które pomogły mi się wspiąć, przeszłam przez barierkę. Niewiele czekając na reakcję ochroniarzy, wbiegłam na scenę, prosto do załamanego Loczka. W ostatniej chwili zauważył mnie, po czym jak najszybciej podbiegł w moją stronę. Przytuliłam go bardzo mocno, chowając głowę w jego ramieniu.
Oboje płakaliśmy. Nie obchodziło nas, co się dzieje wokół. To była nasza chwila. Łapczywie wpił się w moje usta. Natychmiast odpowiedziałam na pocałunek.
Louis zasłonił nas, mówiąc fankom, że nastąpiła niespodziewana przerwa na małe co nie co i prosił, żeby dali nam parę minut.
Przeniosłam ręce na jego ramiona, a on objął mnie w talii. Miałam ochotę nie puszczać do końca świata.
Po jakże głośnym "ekhem" oderwaliśmy się od siebie głośno dysząc. Nie zapominając o rozczochranych włosach Harry'ego...

-Później dokończycie to "zaczęte". Najlepiej w pokoju hotelowym! - menager miał dobry humor. Na jego miejscu złościłabym się, ale... każdy inaczej reaguje. -Christino, czy mogłabyś tutaj zaczekać? - przytaknęłam. -Świetnie, wracaj na scenę kudłaczu i się tłumacz, ponieważ Directioners wpadły w jakiś fangirling!
Jeszcze raz mnie pocałował przed wyjściem.
O co poszło, czy my kiedykolwiek się rozstaliśmy? Chyba zapomniałam...

-Łoo w takim razie mamy powrót Hany![1] - Louis zawołał głośno przez mikrofon. -Stary, taka rada... - przez kurtynę zobaczyłam jak objął speszonego Hazzę. -Opanujcie dzisiaj hormony, wujkiem nie chcę tak szybko zostać! A po za tym mamy... trasę koncertową! Po ogłoszeniu dokładnej premiery "Made in the A.M" poinformujemy was o szczegółach. W sumie... nasza piąta płyta wychodzi już za tydzień, niespodzianka!

...

Po koncercie wybraliśmy się tylko we dwoje do jego mieszkania. Z Lily wyjaśniłam sprawę dość szybko, nawet dostałam ostrzeżenia, żeby uważać, bo ona w tak młodym wieku babcią nie chce zostać.
Harry zapalił światło w przedpokoju, pomógł mi zdjąć kurtkę. Długo nie staliśmy. Po dotarciu do salonu potknęłam się i z powrotem znalazłam w ramionach Stylesa. (brawo dla "równowagi"!) Nie mogłam się od niego "odkleić". Jakby przytulenie wynagradzało naszą rozłąkę.

-Wasi fani... nie spodziewałam się, że tak dobrze to przyjmą... - wspomniałam, gdy przyniósł talerz z kanapkami i winem? Coś szykował?


-Wiedzą ile dla mnie zrobiłaś, szacunek ci się należy - powiedział, po czym wyciągnął dwa kieliszki.

-Po za tym... przepraszam. - usiadł obok, obejmując mnie ramieniem. -Przepraszam za swoją głupotę, przepraszam, że przyczyniłem się do zranienia naszych uczuć. Przepraszam, że nigdy nie przyznałem, że jesteś jedyną kobietą w moim życiu. Przepraszam...

-----------------------------------------------------------
[1] Hana - Nazwa shipu Harry'ego i Tiny.
Witam 'was gorąco w najnowszym rozdziale! Wow, co tu się wydarzyło! Pomimo, że nie komentujecie ('le nerwowy chichot), to opowiadanie ma już 6 tys. wyświetleń! Jestem naprawdę pod wielkim wrażeniem, dziękuje!
Po za tym... dzisiaj mamy taki rozdział... przyznaję, nie miałam serca, żeby dwójkę głównych bohaterów dłużej rozdzielać. Od razu informuję, że zbliżamy się do końca... może gdzieś będzie mała drama... nawet sama tego nie wiem, "wyjdzie w pisaniu".

W moim województwie zaczęły się ferie, więc dla was, którzy także je mają: bawcie się dobrze!
Jeszcze raz dziękuje za każde wyświetlenie!
Do następnego!

21 stycznia 2016

29 - Koncert.

Rozdział 29.
Harry nie wiedział co wydarzyło się ostatnio w moim życiu. Nie było go przez tyle czasu, a mógł się domyślić, że nie opuszcza moich myśli, chociaż bardzo bym tego chciała.
Pech nastąpił, gdy ex zadzwonił podczas naszej rozmowy. Przez chwilę myślałam, że mi coś zrobi, że dojdzie do strasznej kłótni. I tak zostałam potraktowana „z góry”. Nie oszukujmy się, wkurzył się, bardzo. Zawsze muszą być komplikacje, prawda? Nawet nie dał dojść do słowa…
Otarłam łzy, kończąc pracę, zadaną na zajęcia. Współlokatorka dzisiaj wieczorem wybiera się na koncert... One Direction. Wyszła z łazienki uradowana, prezentując dumnie na policzkach, namalowane logo 1D.

-Nie jesteś gotowa? - błagam, daj spokój, jestem zajęta użalaniem się nad sobą.

-Lily, przepraszam, ale... nigdzie nie idę. - cicho powiedziałam, wiedząc, że nie jest szczęśliwa słysząc taką odpowiedź.

-Żartujesz? - zaśmiała się, lecz nie wykazałam żadnej reakcji dowodzącej jej domysły. Przecież nie wstanę, położę laptop na bok, powiem: Zgadłaś, chodźmy tam! -Tina... obiecałaś.

-Wiem, niestety... nie mam humoru, nie chcę ci zepsuć tego radosnego momentu, na który zapewne czekałaś aż Harry powróci do pełni sił.

-Ale z ciebie uparciuch... przecież nie mam miejsc przy samej scenie. - usiadła obok mnie. -Gorzej będzie jak ruszą na tak zwany wybieg, lecz nie patrzą na każdą fankę! Masz dziesięć minut na ogarnięcie się. - zamknęła mi komputer i szybkim ruchem podbiegła do swojej szafki, zamykanej na klucz. Ciężko westchnęłam. Znalazła haczyk. Nie wymigam się, a jeśli dalej chcę grać w gry… nie ma innego wyjścia.
Z lekkim niepokojem poszłam się przebrać.
Czego się boję? Przecież bywałam na „takim czymś”. A może jednak chodzi o kogoś?

...

Krzyk, zamieszanie, rozhisteryzowane fanki. Ostatnio miałam „przyjemność” oglądania takiej sytuacji od drugiej strony. Teraz niechętnie stałam w tłumie, trzymając się ramienia koleżanki, żeby przypadkowo nie zgubić się. Po słowach „bramki otwarte, wpuszczają na stadion!” poziom wysokości dźwięku przekroczył wyznaczony limit. Przez chwilę zatykałam sobie uszy, dopóki Lily nie pociągnęła mnie za rękaw bluzy. Zaczęłyśmy biec.
Żegnajcie całkowicie nowe trampki, które dostałam pod choinkę. Podeszwa właśnie postanowiła się odkleić, po tym jak prawie wpadłam na małą dziewczynkę.
Kiedy weszłyśmy na arenę Wembley powiedziałam zaledwie: wow. Nie poznawałam tego miejsca. Gdzie murawa, to wszystko zmienili... na potrzeby koncertu?

-Wiedziałam, że ci się spodoba! - wykrzyknęła brunetka, usilnie rozkładając krzesełko. Dwie i pół godziny stania... na co się pisałam? Sama chęć siedzenia samotnie w akademiku nie była zbyt pozytywna, więc cieszyłam się, że tam nie zostałam.

...
[Harry]
-A nie mógłbym wyjrzeć na moment? - Louis z jakiegoś dziwnego powodu chciał wyjść na scenę wcześniej, jednak organizatorzy zrobili nam mały support w celu rozsławienia mniej znanych kapel.

-Jeśli chcesz... na pięć minut, pod sceną. Tylko nie zwracaj uwagi na fanki, to mogłoby cię rozproszyć - menager niby pogroził palcem.

-Człowieku, powracamy na duże areny po przerwie! To dodaje mi skrzyydeł! - zanucił, po czym kilka sekund później już go nie było.
Pokręciłem głową, opróżniłem do końca butelkę z wodą. Zamiast się cieszyć... jestem przygnębiony.
Zayn za to całkowicie był w innym świecie. Lekko się kiwał w rytm muzyki, słuchanej na słuchawkach. Mały stres dopadł każdego... z wyjątkiem Tomlinsona, który dzieliłby się swoją radością z całym światem.
Niall dyskutował z Li. Chcąc nie podsłuchiwać, udałem się bliżej kurtyny, dzielącej scenę i kulisy. Tysiące głosów krzyknie, gdy się tam zjawimy. Wiele z nich się popłacze, ponieważ jakimś cudem pokonałem chorobę, jaka wyniszczała mój słaby organizm. Aż zastanawiam się co takiego powiedzieć kochanym Directioners, które w ostatnim czasie były wystawione na manipulację ze strony mediów.
Jedno jest pewne. Portale sprawiały, że albo nas znienawidziły albo ze swoją miłością pozostały.

-Ludzie, chyba zobaczyłem widmo - po dziesięciu minutach, spóźniony Tommo „wleciał” do wspólnej garderoby. Przerażenie, jakie malowało się w jego oczach...

-Ej, co się dzieje? - zaniepokoiłem się i położyłem prawą rękę na ramieniu przyjaciela.

-Krótkie włosy, niebieskie pasemka... ale twarz ta sama. Tina nadal cię kocha, przyszła na koncert! - pisnął jak mała dziewczynka, zaklaskał w dłonie. Ok, gdzie się podział ten strach sprzed kilku sekund?

-Niemożliwe... - wyszeptałem.

-A wyobraź sobie, że tym razem nie zmyślam. Od naszej strony stoi gdzieś tak po prawej, niedaleko tego środka, gdzie mamy po wykonaniu starej piosenki przejść. Em.. Hazza, dobrze się czujesz? - spytał, po czym mnie przytrzymał, ponieważ owa wiadomość wywołała reakcję trudną do przewidzenia. Zaraz ktoś obok wachlował mnie zeszytem. Będzie tak blisko...

...
[Tina]
-Mają opóźnienie! - Lily starała się przekrzyczeć inne nastolatki. Jedynie się uśmiechnęłam do telefonu, po odczytaniu smsa od Rossa. Jednak z tą Laurą Marano, znanej powszechnie jako "Ally" to całkiem na poważnie są ze sobą.
Oto piękny przykład jak udawanie przeradza się w piękne uczucie!

-Pewnie Louis lub Zayn mają jakiś problem, dlatego! - odpowiedziałam, po czym światła na całym stadionie zgasły. Co do chol... jasne, zaczynają, gdzie ja tymi myślami błądzę.
Przed pojawieniem się chłopaków puścili „intro”. Dawne wspomnienia... urywki z teledysków do „One thing”, „Live while we're young” czy też „Night changes”.
A następnie oni sami. Fanki uradowane zaczęły skandować: dziękujemy! dziękujemy!

-Woah, wejście smoka! - zażartował Lou. -Niesamowite... powrócić do was, jeszcze z taką zapowiedzią! Payno, majstrowałeś przy filmiku? – „ściągnął brwi”, „dziabnął” palcem brzuch szatyna.

-Ał, przestań, nie przy ludziach... - na stadionie rozległo się głośne "awww". Lilo? -Zanim rozpoczniemy pierwszy, oficjalny koncert, chcielibyśmy powiedzieć do was parę słów.

-Jakie parę! Kilkanaście, kilkadziesiąt! Kilkaset, potok!

-Myślę, że zrozumieli Lou. - Zayn uśmiechnął się, następnie machnął ręką do reszty zespołu.
Usiedli na kanapie, po środku sceny. Jak za czasów trasy "Up all night"!
Ostatnio do oglądania tego współlokatorka mnie zmusiła...

-Harry... - czwórka spojrzała na Loczka. Nieznacznie odchrząknął, czując na sobie oczekiwanie. Oto za pomocą jednego słowa cała arena ucichła. Idolu tu obecnych dziewczyn... przemów!

-Witam wszystkich. - spojrzał na ziemię. -Dawno się nie widzieliśmy, prawda przyjaciele? Może czasami nie do końca wiedziałem kim jestem, od kogo są te słowa na listach, kartkach a także w powiadomieniach... szczerze? Brakowało mi was. Ostatni rok nie był dla nas łaskawy. Rozczarowałem was, przerwaliście trasę - obrócił się w kierunku towarzyszy. -Ale... dzisiejszy dzień możecie zapisać w kartki historii, ponieważ ogłaszam, że One Direction oficjalnie wraca do gry! - uniósł jedną rękę w górę. -Przed wami... nasz drugi singiel. „Drag me down”! (a/n ich pierwszym singlem, u mnie w opowiadaniu było Infinity.)
Powrócili i to z jakim efektem. Ten utwór od pierwszych dźwięków mówi sam za siebie, że będzie wielkim hitem. Tylko słowa sprawiały, że „trzymałam się ziemi”.
All my life you stood by me, when no one else was ever behind me. With your love nobody can drag me down”.
Loczek przechodził parę razy obok miejsca, w którym stałam, lecz nie przystawał na dłuższą chwilę. Starałam się bawić przy piosence. Śmiałam się wraz z Lily, coś czuję, że utworzy się z tej znajomości przyjaźń.
Natomiast solówka Zayna na sam koniec (a/n: to co śpiewa Harry, ale pamiętajmy, tu Zen nie opuścił zespołu ;) )... byłam zszokowana. Dosłownie stałam z szeroko otwartą buzią ze zdziwienia.
Minęło trzydzieści minut, nadszedł moment, przemieszczenia, czyli już nie byli przy grającym bandzie, przybliżając się bliżej fanów. Jeżeli on wybierze prawą stronę... czym się przejmuję, nie ma szans na przepchanie się gdziekolwiek.
Niall opowiadał o tym, jak świetnie spędzał czas w Irlandii, Zayn niewiele, jednak wspomniał, że za niecały miesiąc żeni się z Perrie Edwards. U Liama było po części wiadome. Po rozstaniu z Sophią częściej współpracował z innymi muzykami, tworząc nowe teksty. Louis „ninja” dopóki mógł odwiedzał pobliskie kluby lub siedział w domu z rodziną.
Kiedy przyszła kolej na Harry'ego, odruchowo wstrzymałam oddech. Opowie o nas, czy „sprzeda” okrojoną wersję?

-Jak tak już opowiadamy... to ja też wam coś opowiem. - uśmiechnął się szeroko do publiki.

Boję się...

---------------------------------------------------------------
Takiego przypływu weny dawno nie czułam. Cudowne uczucie i... to chyba najdłuższy rozdział!
Jak sądzicie co takiego opowie Harry?
Tego dowiecie się w następnym rozdziale :)
A tak w ogóle macie już ferie czy jeszcze czekacie? Trzymajcie się cieplutko!

13 stycznia 2016

28 - If I can turn back time.

Rozdział 28.
Minęło dobre sześć miesięcy. Klimat uczelni bardzo mi się udzielił, nie pomijając imprez, jakie odbywały się na kampusie. Jak się bawić to się bawić, prawda? Po kilku wykładach, można powiedzieć, że „wpasowałam się w otoczenie”. Ludzie zaczynali dostrzegać Tinę studentkę, a nie Tinę byłą dziewczynę piosenkarza boybandu. Przynajmniej ten pryzmat zaczął się zmniejszać, ponieważ na początku był bardzo uciążliwy. Niechęć z jaką się do mnie odnosili co niektórzy, aż „biła po oczach”, że miałam ochotę zostać w pokoju, ukryć się pod kołdrą i nie wychodzić do końca dnia, a nawet dłużej.
Harry ma nową dziewczynę, jak się z tym czujesz, Dan wie o twojej zazdrości?
Daniel.. chłopak, chcący „odegrać rolę w moim życiu”.. no cóż.
Dzień za dniem, eseje, referaty. Wcześniej nigdy nie myślałam, że da się przeżyć tydzień jedząc jedynie zupki w proszku, kiedy na stołówce akademickiej panowała jakaś epidemia, przez co pomieszczenie przeszło proces sterylizacji.
Niestety nadeszły te gorsze dni. Nie chciałam nigdzie wychodzić, pragnęłam, żeby wszyscy dali mi spokój. Nie z powodu innych ludzi. Po prostu. Zły dzień, wtedy odechciewa się wszystkiego.

Dzisiaj właśnie tak jest.

 Przed kolokwium załamałam się.
Nie złamane serce, wcześniej miałam „sympatię”, ale stwierdziłam, że nie jest wart moich uczuć. Dla niego ważniejsze były imprezy, kumple oraz dobra zabawa. Nie odpowiadał na wiadomości, kiedy czułam się źle. „Impra? O a gdzie moja kumpelka”. Lub gdy byłam potrzebna… nagle stawałam się widoczna. Zakończyłam to szybciej niż na to wyglądało. Niestety czasami się odzywa. Przynajmniej próbuje ze mną utrzymać jakiś kontakt.
„Zagrzebałam się” bardziej pod kołdrę, wiedząc że zaraz zadzwoni budzik. Nie chce wstawać, nie chce mi się tam iść.

-Hejo, wiesz gdzie odłożyłam te niebieskie słuchawki? - Lily rozejrzała się po pokoju. -Nie mogę ich znaleźć od dobrej godziny.. i tak wiem, że nie śpisz! – krzyknęła.

-Specjalnie wstałaś godzinę wcześniej, aby ich szukać? - wymamrotałam. Dalszy śnie.. żegnaj.

-Tak! A jak na nie nadepniesz, jak ja ostatnio? Fundusze się kończą, nie mogę kupić kolejnych. – powiedziała niezadowolona. Ok, nie odzywam się.
Krzątała się w tę i z powrotem przez dobre piętnaście minut. Później najwyraźniej wkurzona, pędem wyszła na korytarz, trzaskając drzwiami. Bałagan pod jej łóżkiem mówi za siebie. Książki, bluzy, spodnie leżące na podłodze. Łatwo coś zgubić, tym bardziej czarne, douszne słuchawki.
O godzinie 7:15 zmuszona przez budzik, wstałam i udałam się do toalety.
Te sprawdziany.. jak się nie uda.. trudno, są „dodatkowe szanse”.
|
...

Ubrana w szary płaszcz, niebieską czapkę i czarne kozaki, szłam przed siebie, po zakończonych zaliczeniach. Nie mam pewności czy zdałam, a jeżeli nie, i tak jestem przygotowana na poprawkę. Bądźmy dobrej myśli! Nie było tak źle!
Zimowy wiatr miejscami wiał coraz mocniej. Potarłam ręce. Gdzie zostawiłam rękawiczki..
Minęłam wejście do stadionu Wembley, przyspieszając kroku. One Direction grają niedługo koncert na arenie..
Nie mam kontaktu z chłopakami, więc gdyby nie Gemma, musiałabym wierzyć plotkarskim gazetom.
Zamyślona kroczyłam dalej, wsłuchując się w głos speakera w radiu, który zapowiadał
 „Stitches” Shawna Mendesa. 
I thought that I've been hurt before, but no one's ever left me quite this sore..”
Bum. Natrafiłam na „ścianę”. Po chwili siedziałam na zimnym chodniku, czując bolesny upadek.
-Jak łazisz?! Człowieku, gdzie ty masz oczy?! - warknęłam wkurzona, zabierając czapkę z ziemi. Co za fajtłapa! Nadal podenerwowana, podniosłam się z ziemi, ignorując sprawcę wypadku. Ok, moja wina, „głowa w chmurach”, jednak jest też druga strona, mogąca mnie ominąć.

-Przepraszam. – wystarczyło jedno słowo i zamarłam. „Niemożliwe, nie teraz, nie tutaj..”
Harry. Położył gitarę na śniegu, zapiął kurtkę. Wygląda idealnie.. wcale nie obcinał włosów.. brrr, wróć!

-Nic się stało, niepotrzebnie na ciebie nawrzeszczałam.. – zaczęłam się nerwowo śmiać. Tyle czasu się nie widzimy, a ja rzucam się z nerwami, pięknie.

-Jak sobie radzisz? – słysząc to, zrobiłam zdziwioną minę. Nic, żadnych krzyków? Chyba zapomniałam, że on należy do spokojniejszych osób.

-No.. studia.. zaliczenia.. – przerwałam na moment, widząc jego uśmiech.  -Nie takie o jakich pomyślałeś! - zakryłam twarz rękoma. Co za wstyd.

-Oh.. hej, może wpadłabyś.. chodź - pociągnął mnie za rękę, widząc fanki. Nie mam nic do powiedzenia! Lepiej się ukryć, zanim zacznie się „dziki pościg”.
Szliśmy długim korytarzem w kierunku.. właściwie nie wiedziałam gdzie. Ledwo przytrzymałam czapkę, aby się nie potknąć po drodze.
Zatrzymaliśmy się przed drzwiami z napisem "One Direction". Dobra.. nie do końca logicznie myślę po kolokwium.
Po chwili odetchnął z ulga, ściągnął kurtkę.
Przez to, że miał założoną koszulkę z krótkim rękawem, zauważyłam blizny, od igieł wbijanych podczas pobytu w szpitalu. Niedaleka przeszłość..

-Na co czekasz? Na darmowy pokaz? - zaśmiał się. 

-Proszę, komuś dowcip się zaostrzył. - spojrzałam podejrzliwie. Niepewnie usiadłam na krześle.
Gdyby nie fakt, że czapka zniszczyła moją fryzurę, ściągnęłabym ją od razu..

-Coś ty zrobiła z włosami? - chwycił jedno pasemko, co róż przyglądając mi się uważnie. Jednak zauważył! -Tina.. ty i niebieskie pasemka?

-Chciałam różowy kolor, ale nie było na zapleczu. - wzruszyłam ramionami.

-Zabawne.. - westchnął.
Siedzieliśmy w milczeniu. Nie spodziewałam się, że po zwykłym wyjściu.. spotkam go. Chciałam się przewietrzyć. Odetchnąć po kilkugodzinnym pisaniu. A tu proszę. Przed moim ulubionym miejscem w Londynie.

-Infinity jest o mnie? - zapytałam prosto z mostu. Przez Lily miałam okazje przesłuchać piosenkę zapowiadającą nowy album.

Harry.
 -Infinity jest o mnie? - zapytała, a ja zamarłem. Moja pewność siebie wyparowała wraz z usłyszeniem pytania. Rozejrzałem się po pokoju, po czym przeczesałem lewą ręką włosy.

-Nie tak trudno było się domyślić, prawda? - spytałem czując się niezręcznie. Nie tylko ta piosenka została napisana o niej. "Hey angel" także się do nich zalicza, lecz światło dzienne ujrzy parę miesięcy później. Wspomniany wcześniej utwór musiał wyjść w ramach podziękowania dla fanów za wytrwałość. -Myślałem... - niestety przerwał mi dźwięk jej telefonu. "Daniel". Ałć, serce, nie powinienem być aż tak ciekawski, żeby komuś w ekran zaglądać. Nieco zdenerwowana odrzuciła połączenia przychodzące, co wywołało u mnie śmiech. Jasne, niecodziennie zaciągam byłą dziewczynę do garderoby w celu rozmowy!

-Przepraszam, to było dość niezręczne - wyznała, "spuszczając wzrok" na ziemię. Też bym nie chciał, żeby nowa połówka przeszkadzała w rozmowie z byłym, naprawdę.
Zamiar powiedzenia o parę słów za dużo, uniemożliwił Julian, który postanowił "przerwać sielankę".

-Styles, co ty jeszcze tu... oł, masz gościa. Chciałem tylko przypomnieć, że wywiad przed koncertem zaczyna się... - spojrzał na zegarek na ręce. -Za jakieś piętnaście minut. Jeżeli coś zrobiłeś tej dziewczynie, szybko przepraszaj i się zbieraj.

-Pójdę już... - wymamrotała. Zacisnąłem ręce w pięści. Czy spokojna rozmowa ma w ogóle szansę na zaistnienie?

-Tak, powinnaś lecieć do Daniela, skoro się stęsknił. Nic dziwnego, że nie umiesz ze mną rozmawiać, skoro jesteś zakochana w kimś innym. Spotkanie byłego boli. - uśmiechnąłem się, podałem płaszcz "studentce". O ile ktoś chce się założyć, że powróciła do dawnego szału imprez, więc jest znana w swoim akademiku? Rozłąka działa na wielką niekorzyść.

-Ale on nie... - wspomniała zdezorientowana, lecz nie dałem dokończyć.

-Wybacz, że zabrałem twój drogocenny czas. Wiesz... oboje jesteśmy ludźmi zalatanymi, za niedługo wydaję płytę, u ciebie egzaminy... pa, miło było! - pomachałem, a ona trzasnęła drzwiami. Tekściarz był w niezłym szoku. Wpatrywał się we mnie z lekko otwartymi ustami.
Dopiero kiedy zostałem sam, zrozumiałem co zrobiłem. Przecież ten Dan, Daniel, mógł być kimkolwiek, a zazdrość wywołała takie spięcie, że byłem gotowy w stanie nawrzeszczec, że niby układa sobie życie bez zachowania miejsca dla tego, któremu pomogła wyjść na prostą. Czy właśnie moje szanse na naprawienie czegokolwiek zmalały do zera?
Przebrałem się w wyznaczone ciuchy (czytaj: bordową koszulę w kwiaty i czarne jeansy), wyszedłem na korytarz. Chyba nie dam rady skupić się na czymś innym, niż mój cholerny błąd.

-Stary, czy ja minąłem się z Tiną, czy impreza u Zayna była szkodliwa? - spytał Niall, gdy usiadłem obok niego przed wywiadem.


-To była ona. - westchnąłem. -Jeśli mieliśmy wrócić do siebie, właśnie zniszczyłem swoje marzenia.
-------------------------------------------------------------------
Dlaczego wydaje się, że część druga, Harry'ego jest napisana odrobinę lepiej? Ponieważ była pisana, gdy wena nie zawodziła, a ta pierwsza... miałam wtedy małą blokadę...
ale po co się tłumaczyć. Rozdział wstawiam z jednodniowym opóźnieniem. Nie wyrobiłam się w danym terminie, ale grunt, że jest, prawda?
Trzymajcie sie cieplutko i do następnego.

6 stycznia 2016

27 - Powinnam tu zostać.

Rozdział 27.

Po dość długiej nocy, przewracałam się z boku na bok, nie mogąc znaleźć wygodnej pozycji. Kiedy przewróciłam się na brzuch, dopiero udało mi się na dłuższą chwilę „odpłynąć”. Wiele godzin przegadałam z Lily. Na moje szczęście okazało się, że lubi grać PES, w dodatku wzięła tę grę ze sobą. No i muszę uważać, ponieważ ma obsesję na punkcie girlbandu Little Mix. Była taka podekscytowana, że mogła komuś opowiedzieć, jak uwielbia Jade..
Jednak jak na złość powiadomienia z Twittera zakłóciły piękny sen. Tak się dzieje, gdy zapomnisz wyłączyć wifi oraz dźwięk. Niechętnie wzięłam telefon do ręki. Uwaga, niebezpieczeństwo! Narażam się na porażenie światłem od ekranu! Jasność ustawiona jest na najmniejszą, dlaczego tak razi?!
Wzięłam głęboki oddech, odgarnęłam sprzed twarzy włosy i w końcu sprawdziłam o czym zawzięcie pisały dziewczyny.
,,Hey angel I made mistake, can you help me?" jakiś cytat, ponieważ nastolatki mnie oznaczały, pytając czy ktoś się nie stęsknił. Nie ma to jak cytować kogoś, a potem „kop” w tweetach. Kilkanaście kliknięć później doszłam do nadawcy.Wow, wcale się nie zdziwiłam. Harry. Kolejny tweet, kolejna zagadka. Ale czy na pewno napisał to o pewniej Tinie? Może wstawił fragment nowej piosenki, żeby fanki miały próbkę tego co piszą? Tylko on sam wie o co chodzi.
Odłożyłam urządzenie, nakryłam się poduszką. Mogłabym przespać cały dzień, ale chyba już nie dam rady.
Po godzinie 12:00 wstałam, skorzystałam z toalety, przebrałam się w fioletowy komplet dresowy i powoli "doczłapałam" do łazienki. Współlokatorki nie było, zostawiła karteczkę, że jedzie po nowe słuchawki do telefonu. Na poprzednie nadepnęła, gdy spadły jej z łóżka.
,,Źle wyglądasz.. zupełnie jak po urodzinach Louisa oraz.." pomyślałam, widząc swoje odbicie w lustrze. Ugh, muszę o nich myśleć? Tamten dzień.. lepiej go nie wspominać.
Po upewnieniu się, że dobrze zakluczyłam drzwi, zeszłam na dół, aby sprawdzić czy akademicka stołówka serwuje jadalne jedzenie. Opinie mieli różne, więc wolę się upewnić, czy nie będę musiała robić zakupów w sklepie..
Podeszłam do kasy, spojrzałam na menu.
,,Tortilla + napój" zapowiada się całkiem dobrze. Zapłaciłam za jedną porcje i zajęłam miejsce przy stoliku przy samej ścianie. Ogólnie pomieszczenie zostało urządzone w kolorach brązowo kremowych. Stare meble, duże potężne stoły.. Harry Potter? Przynajmniej ja odczuwam taki klimat.
Jeszcze dwa dni do rozpoczęcia roku akademickiego. Mogłam zostać w domu, grać w gry.. trudno, decyzja podjęta, chociaż za niedługo „wproszę się” na domowy obiad.

-Nie jesteś głodna? – blondyn przechodzący obok, zapytał, szeroko się uśmiechając. Dlaczego coś mi w nim nie pasuje? Wzruszyłam ramionami, wzięłam się za picie coli. „Możesz się z łaski swojej na mnie nie patrzeć tak natarczywie?”. Przyglądał się, aż chyba wysunął pewien wniosek. -O kurde, dziewczyna Stylesa! - chłopak zaczął się śmiać, po czym poszedł do swoich kolegów. -Gwiazdor ci się znudził, to będziesz podrywać studentów? -dosiadł się obok.

-Tak, specjalnie składałam tu papiery aby rozpocząć kolejny romans! Czasami mi się zdaje, że co niektórzy nie mają mózgu - prychnęłam i zabrałam jedzenie. Nikt się nie pogniewa, jeżeli zjem w swoim pokoju?

-To kiedy wpaść do ciebie na grę wstępną?

-Nigdy złotko - uśmiechnęłam się i wyszłam.

...

Przypuszczałam, że fanki będą się mną interesować, po zakończeniu związku. Dziwne, że jeszcze pytały co u mnie słychać, jak się czuje. Dobrze pamiętam tą nienawiść na samym początku.. sława.. dosłownie - lepiej być szarym człowiekiem, niż dzielić się wszystkim ze światem. Siedziałam przy biurku nie wiedząc do robić. Nie wzięłam konsoli, a na klawiaturze laptopa nie bardzo lubię grać w FIFĘ. Inne sterowanie i tak dalej… jednak do powrotu szatynki nic innego nie pozostaje. Strój na rozpoczęcie poszukam jutro, nie chcę się z tym spieszyć.
Ciekawe co słychać u.. pokręciłam głową. Wiem co się dzieje u Harry’ego, podobnie jak Directioners. Siedzi z chłopakami w studiu, piszą piosenki, ma się nieźle. Nie potrafię wyrzucić go z myśli..

...
[Harry]
Dobrze jest mieć zapasowe klucze do mieszkania siostry.. nawet jeśli ona sama o tym nie wie, przynajmniej jest gdzie się ukryć. Położyłem kluczyki na komodzie, stojącej niedaleko drzwi wejściowych. Gemma jak to Gemma, nie obrazi się za małą wizytę, najwyżej trochę pomarudzi.
Po dłuższej chwili siedzenia na kanapie, przymknąłem oczy, aż..

-Nie wierzę! Zasnął i nie zamknął drzwi! Łeb mu kiedyś urwę! – krzyknęła, po czym szybko ściągnęła kurtkę. Kłopoty nadchodzą!

-Spokojnie, nikt się nie włamał.. – czyżbym rozpoznał ten głos Australijczyka?

-Nie rozumiesz, że wszystko wyjdzie na jaw? Pewnie powie 'oho wróciliście do siebie!'

-Miałem taki zamiar! - odkrzyknąłem z salonu. Ashton Irwin.. człowieku co cię ciągnie do Anglii? No tak, moja siostra. Nie mógłbyś ją zabrać ze sobą?
Po chwili owa dwójka stała nade mną wyraźnie wkurzona. Może jednak powinienem ewakuować się do własnego domu?

-Ostatni raz przylazłeś bez zapowiedzi, jasne?! - pogroziła palcem jak małemu dziecku. -Inaczej doprowadzę cię do ponownej amnezji!

-Ty i twoje groźby.. uspokój się, nie ujawniaj swojej ciemnej strony przed swoim chłopakiem! – udałem przerażenie.

-Lepiej zajmij się Tiną. - fuknęła niezadowolona.

-No chyba..


-Widziałam się z nią, wiem jak się miewa.. przynajmniej przed wyjazdem. Popełniliście błąd.

-------------------------------------------------------
Właśnie, popełniliście błąd, dlatego powinniście go naprawić! Ale poczekajcie, Tomlin musi najpierw coś wymyślić porządnego...
Witam w najnowszym rozdziale! Osoby, które piszą, wiedzą jak to jest, kiedy próbuje się coś napisać, a wena, cwaniara ucieka gdzieś w najgłębsze zakamarki i nie chce wyjść...
No cóż, po zaciętej walce udało się, a miałam obawy, że nie wyrobię się w podanym terminie...
Czytasz = komentujesz.
Jeden dzień wolnego w środku tygodnia... przynajmniej można się wyspać :D Co tam u was słychać? Jak idzie w szkole? Pozdrawiam wszystkich z drugiego terminu ferii! (od 1 lutego).
Chciałabym zaznaczyć, że powoli zbliżamy się do końca...
Do następnego!