31 stycznia 2016

30 - Opowieść.

Rozdział 30.
-Jak tak już opowiadamy... to ja też wam coś opowiem. - uśmiechnął się szeroko do publiki. Boję się... tak, panika to odpowiednia reakcja na dzisiaj. Nerwowo potarłam ręce, starając skupić się na wymawianych przez niego słowach. Lily chyba dla otuchy mnie przytuliła. -Był sobie kiedyś mały chłopiec, który marzył o tym, żeby cały świat usłyszał jego przepiękny głos. Słuchał znanych artystów w telewizji, naśladował ich ruchy. Nie na próżno poszły jego ćwiczenia. Mając naście lat założył swój własny zespół, dorabiał na małych imprezach szkolnych. Któregoś dnia usłyszawszy, że jest specjalny program o łowcach talentów, wraz z mamą poszedł na casting. Tam, usłyszał same miłe słowa, jednak jako samodzielnego wokalisty, jury nie widziało go w tej roli. Był załamany. Już chciał wyjść, gdy przyszedł pewien pan i powiedział, że został wybrany do zespołu razem z innymi czterema chłopcami. Nie udało im się wygrać, jednak dzięki oddanym fanom osiągnęli bardzo dużo. Pewnego razu, już prawie jako dorosły mężczyzna... - zaciął się, żeby wziąć głęboki oddech. -Wybrał się pod koniec wakacji na koncert. Cieszył się, śpiewał, tańczył... aż do spotkania... - urwał, aby rozpocząć poszukiwania wzrokiem w tłumie. Obrócił się w prawą stronę, a mi momentalnie łzy stanęły w oczach. Znam kontynuację historii. Tylko nie mógł mnie znaleźć. Sam zrobił się dziwnie smutny. -Pięknej, brązowowłosej dziewczyny. Pomimo tego, że źle się czuła, radość ani na moment jej nie opuszczała. Zakochał się w niej, a co jest najważniejsze - ona też go pokochała, chociaż ze względu na jego sławę, chwilami nie dawała rady. Planowali wspólną przyszłość. Chcieli mieć duży dom w centrum miasta i trójkę małych, rozbrykanych dzieci. Jednak los pokrzyżował plany tej dwójki. - głos mu się złamał, ale mimo ogólnego smutku, mocniej ścisnął w ręce mikrofon i ruszył do przodu. Przechadzał się, patrzał na te dziewczyny... miałam ochotę powiedzieć głośno: tutaj jestem! Niektóre directionerki obok mnie płakały, wiedząc, że "bajka" opowiadana przez piosenkarza nie ma happy endu. Nagle stanął przede mną. Spoglądał gdzieś wyżej, jednak jego oczy... jakby przesuwały się w dół. Aż dostrzegł... nie udało się. Światła nie były zgaszone na stadionie. Jakby stanowiły przeszkodę. Nieco roztrzęsiony usiadł na brzegu, delikatnie kręcąc głową. Wszyscy czekali, aż będzie kontynuował. -Podczas jednego z koncertów chochlik robi psikusa chłopcu, a ten upada i zaczyna zapominać wszystko po kolei. Od tekstów piosenek po twarze najbliższych. Lecz jest i ona. Waleczna piłkarka, która za wszelką cenę walczy o swojego księcia. Nie odstępuje go na krok. Znosi jego humorki, złe dni. Robi to z miłości. Niestety bandzie chochlików się nie podoba co się dzieje, więc za pomocą złego czarnoksiężnika ukrywają go, chcąc mieć go tylko dla siebie. Nie zniechęca się nastolatka. Gromadzi armię, razem z nimi odbija ukochanego, sprowadzając go do domu. - odgarnął włosy do tyłu. -Później główni bohaterowie zamiast się cieszyć, słuchają namowy złego pana i się rozdzielają. Cierpią... i będą cierpieć nadal, nie znając swoich uczuć. - łzy spływają po mojej twarzy, gdy kończy przemawiać. W taki sposób przekazał fankom, co się u nas działo. On sam odgarnia łzę z twarzy. -Przepraszam... - powiedział, zdając sobie z sprawę z klimatu jaki wywołał. -Inaczej nie umiałbym wam przekazać... posłuchajcie. Dzisiaj się dowiedziałem, że... tu przyszedł ktoś, kogo nie powinienem przy pierwszej lepszej okazji wypuszczać z ramion... i nie mówię o Louisie - próbował chociaż na moment wywołać uśmiech. Zadziałało. Jednak im bliżej chodził mojego sektora... serce biło coraz szybciej. Głośno westchnął. -Tina... gdzie jesteś? - zapytał, po czym udał się z powrotem do chłopaków. Z szeptów jakie wymienili między sobą, a co złapały mikrofony wynikło, że musiałam uciec.

"Boże nie opuszczaj mnie w tej chwili". Pomyślałam.
Za pomocą kilku dziewczyn, które pomogły mi się wspiąć, przeszłam przez barierkę. Niewiele czekając na reakcję ochroniarzy, wbiegłam na scenę, prosto do załamanego Loczka. W ostatniej chwili zauważył mnie, po czym jak najszybciej podbiegł w moją stronę. Przytuliłam go bardzo mocno, chowając głowę w jego ramieniu.
Oboje płakaliśmy. Nie obchodziło nas, co się dzieje wokół. To była nasza chwila. Łapczywie wpił się w moje usta. Natychmiast odpowiedziałam na pocałunek.
Louis zasłonił nas, mówiąc fankom, że nastąpiła niespodziewana przerwa na małe co nie co i prosił, żeby dali nam parę minut.
Przeniosłam ręce na jego ramiona, a on objął mnie w talii. Miałam ochotę nie puszczać do końca świata.
Po jakże głośnym "ekhem" oderwaliśmy się od siebie głośno dysząc. Nie zapominając o rozczochranych włosach Harry'ego...

-Później dokończycie to "zaczęte". Najlepiej w pokoju hotelowym! - menager miał dobry humor. Na jego miejscu złościłabym się, ale... każdy inaczej reaguje. -Christino, czy mogłabyś tutaj zaczekać? - przytaknęłam. -Świetnie, wracaj na scenę kudłaczu i się tłumacz, ponieważ Directioners wpadły w jakiś fangirling!
Jeszcze raz mnie pocałował przed wyjściem.
O co poszło, czy my kiedykolwiek się rozstaliśmy? Chyba zapomniałam...

-Łoo w takim razie mamy powrót Hany![1] - Louis zawołał głośno przez mikrofon. -Stary, taka rada... - przez kurtynę zobaczyłam jak objął speszonego Hazzę. -Opanujcie dzisiaj hormony, wujkiem nie chcę tak szybko zostać! A po za tym mamy... trasę koncertową! Po ogłoszeniu dokładnej premiery "Made in the A.M" poinformujemy was o szczegółach. W sumie... nasza piąta płyta wychodzi już za tydzień, niespodzianka!

...

Po koncercie wybraliśmy się tylko we dwoje do jego mieszkania. Z Lily wyjaśniłam sprawę dość szybko, nawet dostałam ostrzeżenia, żeby uważać, bo ona w tak młodym wieku babcią nie chce zostać.
Harry zapalił światło w przedpokoju, pomógł mi zdjąć kurtkę. Długo nie staliśmy. Po dotarciu do salonu potknęłam się i z powrotem znalazłam w ramionach Stylesa. (brawo dla "równowagi"!) Nie mogłam się od niego "odkleić". Jakby przytulenie wynagradzało naszą rozłąkę.

-Wasi fani... nie spodziewałam się, że tak dobrze to przyjmą... - wspomniałam, gdy przyniósł talerz z kanapkami i winem? Coś szykował?


-Wiedzą ile dla mnie zrobiłaś, szacunek ci się należy - powiedział, po czym wyciągnął dwa kieliszki.

-Po za tym... przepraszam. - usiadł obok, obejmując mnie ramieniem. -Przepraszam za swoją głupotę, przepraszam, że przyczyniłem się do zranienia naszych uczuć. Przepraszam, że nigdy nie przyznałem, że jesteś jedyną kobietą w moim życiu. Przepraszam...

-----------------------------------------------------------
[1] Hana - Nazwa shipu Harry'ego i Tiny.
Witam 'was gorąco w najnowszym rozdziale! Wow, co tu się wydarzyło! Pomimo, że nie komentujecie ('le nerwowy chichot), to opowiadanie ma już 6 tys. wyświetleń! Jestem naprawdę pod wielkim wrażeniem, dziękuje!
Po za tym... dzisiaj mamy taki rozdział... przyznaję, nie miałam serca, żeby dwójkę głównych bohaterów dłużej rozdzielać. Od razu informuję, że zbliżamy się do końca... może gdzieś będzie mała drama... nawet sama tego nie wiem, "wyjdzie w pisaniu".

W moim województwie zaczęły się ferie, więc dla was, którzy także je mają: bawcie się dobrze!
Jeszcze raz dziękuje za każde wyświetlenie!
Do następnego!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz